Zimowe niewyznania

    


    Ludzie od nas odchodzą i musimy się do tego przyzwyczaić,

choć czasem nie jest to takie łatwe.  Ktoś z czytelników napisał 

do mnie przed chwilą "Denerwuje mnie już samo słowo Luna."  

Jako autorowi, który włożył w pisanie tutaj sporo serca i trudu, 

a także zdrowia, zrobiło mi się dość smutno.  Chciałbym więc 

zapewnić, że teksty, które tu pozostawiam nie są wyrazem 

negatywnej filozofii życia, a przeciwnie...Trzeba tylko umieć,

czy chcieć właściwie je odczytać. 

      Dlatego też załączam niewielkie wyjaśnienie.  Mój blog 

przez blisko dziesięć lat nazywał  się inaczej, a 

lunamigotliwa.blox,  to był do niego link, jednak na nowym 

miejscu przyjęła się ta nazwa "lunamigotliwa" i ja sam po 

pewnym czasie zacząłem mówić, że piszę "na Lunie."  Metafora 

luna migotliwa pochodzi z wiersza Jana Andrzeja Morsztyna,

sławnego barokowego poety i miała sugerować pewną

aurę, właściwą czasem tekstom pisanym głównie nocą.    

    Skojarzenia ze słowem Luna mogą być różne. Tak miała

na imię pewna dama z Urzędu Bezpieczeństwa we wczesnym,

stalinowskim PRL-u, która prześladowała "wyklętych."

Oczywiście nie o takie skojarzenia tutaj chodzi.  Ktoś 

inny trochę złośliwie wytknął mi, że mistycyzm lunarny 

wykorzystują często sentymentalni grafomani. Posłużył

się w tym celu żartobliwym i celnym wierszem Tuwima,

nie widząc zupełnie, że niewiele ma wspólnego z tym, czym

się tutaj zajmuję.  Potem przeprosił i przyznał, że jednak

było to raczej dość przypadkowe skojarzenie, choć wcale

się tego nie domagałem. 

     Spieszę więc wyjaśnić, że nie jestem szerzycielem 

egzystencjalnego niepokoju, ani tym bardziej

prześladowcą, a choć grafomanem się bywa, nie mam

powodu za takowego się uważać.  

    "Przechadzki samotnego marzyciela", bo tak nazywał się 

ten blog (był też inny o tym samym tytule, ale praktycznie 

bez czytelników), zawdzięczały swój tytuł niezbyt ścisłemu 

przekładowi tytułu późnego utworu Rousseau, dokonanemu 

przez pewną tłumaczkę.  "Marzenia samotnego wędrowca" 

są bliższe oryginalnemu brzmieniu tytułu tego dzieła. 

     Co ciekawe, nigdy nie lubiłem Rousseau...Do czasu 

przeczytania tego jego ostatniego utworu, który zawiera

głębokie refleksje o życiu i szczęściu.  Myślę, że w utworze

tym odnalazł mądrość, której mu wcześniej brakowało

i to mimo wyraźnych oznak manii prześladowczej. 

To i owo wydało mi się bliskie - o czym już kiedyś 

wspominałem.  Zmarł niedługo potem.

      Przez te dziesięć lat pisania tutaj poznałem sporo 

ciekawych ludzi, niektórych osobiście, innych

nie, czasem wyznawali mi miłość albo deklarowali 

przyjaźń lub podziw po to, by mnie później wykluczyć lub 

znienawidzić, inni, jak mam wrażenie, są bardziej wytrwali 

i rozumieją, czym jest życzliwość i przyjaźń.  Rządzą tu 

chyba podobne prawa jak w realnym życiu...

      Pewien mój znajomy wpadł na pomysł, że nagrodą dla 

czytelników może być możliwość spotkania ze mną.  Niestety,

czy na szczęście,  zachorowałem i do spotkania z tymi

"szczęśliwcami" nie doszło. Odbyło się ono, ale beze mnie,

chociaż na mnie czekano.  

    Jednak jedna z młodych czytelniczek, która na nie przyszła, 

kilka razy prosiła mnie potem o spotkanie pisząc do mnie 

czułe listy.  Nikt nigdy do mnie tak nie pisał ani wcześniej, 

ani potem.  Była pod ogromnym wrażeniem nie tylko mych 

utworów,  ale również tego, jaki wydawałem jej się jako 

osoba. 

     Nie spotkałem się z nią w poczuciu, że jej czułość 

wystawiłaby moje poczucie odpowiedzialności na próbę.  

Bo jak dowcipnie pisał ten sam Tuwim - mężczyźni kochają 

w kobietach najbardziej ich podziw dla siebie i o tym nigdy

nie zapominają. Dowiedziałem się też od mego blogowego 

znajomego, że podczas spotkania z nim przez cały czas mówiła 

tylko o mnie ;-)  Może akurat nie jestem pod tym względem 

szczególnie męski, ale wolałem uważać.  Nie miałem też pewności, 

czy mój wpływ okaże się dobry.  Jednak utrzymywałem z nią 

przez jakiś czas listowny kontakt i kiedy przydarzyło jej się 

poważne nieszczęście, byłem przy niej i wspierałem ją 

chociaż w ten sposób.  

     Wspominam o tym jedynie dlatego, żeby zauważyć, że 

istnieją osoby, które to, co pisałem, choć było czasem

melancholijne lub drapieżne, przyjmowały z uznaniem, 

nie widząc w tym zgoła niczego, co zagrażałoby ich poczuciu 

psychicznego komfortu.  Ludzie są jednak pod tym względem

bardzo różni.     

      Jak wiele trudu wkładałem w redagowanie owej 

(niech już tak pozostanie) Luny, może świadczyć opinia 

pewnego aktywnego  i pełnego energii,  świetnie 

radzącego sobie w życiu człowieka,  który napisał, że ma 

wrażenie, "że jak w codziennej gazecie moje utwory są 

wytworem nie jednej osoby, a całego zespołu" i że 

"to niemożliwe, aby to wszystko robił jeden człowiek." 

Zaproponował mi spotkanie i współpracę, do której jednak 

ostatecznie nie doszło z powodu dość poważnego konfliktu 

wartości, mimo, że człowiek ów miał to, czego ja nie miałem 

- pieniądze i kontakty z ludźmi.  Pewien dość znany i godny 

szacunku literat napisał w tamtym czasie, że

"codziennie rzygam wartościowymi tekstami", zapalił

się też do wydania mej książki, jednak potem się ze mną

pokłócił, czy raczej obraził, a jak pisała do mnie nasza 

wspólna, nie żyjąca już niestety znajoma, z nią też lubił 

się kłócić i zrywać kontakt, więc nie zaprosił mnie nawet 

do zbiorowego wydawnictwa utworów blogowych autorów, 

jakich poznał.  Z czystej sympatii dla nich byłem na 

wieczorze autorskim w Domu Literatów, który zorganizował, 

ale jedynie jako widz.  Skruszyło to jednak serce

owego przyjaciela i nastąpiło pogodzenie, a potem nawet 

sporo serdeczności przy osobnym spotkaniu. Książka jednak

już nie została wydana. 

     Owa zmarła Osoba, o której wspominałem przez 

całe lata życzliwie wspierała mnie nie tylko w twórczości, 

ale także w życiu osobistym, udzielając wielu rad, 

pomagających mi troszczyć się o zdrowie fizyczne 

i psychiczne.  Poznała mnie również, za przeproszeniem, 

"na Lunie" i początkowo z dezaprobatą odnosiła się do

mych niesamowitych opowieści, które uważała za

"odrealnione."  Później jednak radziła mi, abym z materiału

z Luny przygotował cztery różne tematycznie książki (pomijając 

owe opowieści) i podała mi adresy do dziesięciu poradni 

leczących bezsenność, jednak Jej główną troską było skłonienie 

mnie, abym przestał kochać osobę, która w Jej przekonaniu nie 

zasługiwała na mą miłość i poznał kogoś innego.  Robiła to w 

sposób niezwykle sugestywny, używając na przemian naukowego 

języka i metafor - była bowiem człowiekiem nauki i poetką.  

Niemal do rozpaczy doprowadzało Ją to, że jej nie słucham...A 

teraz nie żyje i brakuje mi Jej serdeczności.   

      Może komuś nie spodobają się te wynurzenia, ale chcę

powiedzieć,  że tym, co skłania mnie do pisania krótkich 

tekstów tutaj (w miejsce nieco dłuższych, jakie pisałem 

wcześniej) jest właśnie możliwość bycia tu z ludźmi,

których przyjaźń, czy sympatię cenię.  Nie ma w tym 

jakiegoś narcyzmu.  Na nowym miejscu mało kto moje

teksty czyta i rzadko ktoś je chwali.  Często ludzie 

dyskutują tu ze sobą nie zwracając na mnie uwagi

i wcale mi to nie przeszkadza.  Ktoś kiedyś napisał 

"stworzyłeś tu fantastyczne miejsce" i wcale nie poczułem 

się tym określeniem urażony, choć żaden student już mi nie

powie, że czytał mego anonimowego bloga, bo przestał

być już prawie dostępny.  Tak, jak nie raziło mnie też nigdy,

kiedy studenci zamiast chwalić mą rozległą wiedzę, mówili,

że jestem wyjątkowo dobrym człowiekiem, ani kiedy

zaproszono mnie do udziału w pewnym festiwalu poetyckim 

w dziale...fotografii artystycznej.  

      Nie jestem jednak z pewnością człowiekiem mroku,

który chce swą twórczością niepokoić, czy nękać albo

szokować kogokolwiek.  Raczej może czasem skłonić

do refleksji, albo dostarczyć rozrywki. Być może w 

dzisiejszych trudnych czasach ludzie cierpią na pewien 

przerost mechanizmów obronnych i chcieliby mieć święty 

spokój, albo obawiają się, że jakieś wątpliwości osłabią

ich życiową motywację.  Ale ja tego spokoju nie staram 

się naruszać.  Do pisania skłania mnie często współczucie, 

albo chęć wyrażenia przynajmniej jakiejś cząstki prawdy

lub wyobraźnia, albo intuicja twórcza. Ze skutkiem 

różnym, bo jak  mówią słowa pewnego, chyba eskimoskiego, 

zaśpiewu : "Cóż za wspaniałe zajęcie układać piosenki, chociaż 

nie wszystkie są udane"... 

      Nie piszę tu nigdy dla jednej osoby, nawet jeśli jest

mi szczególnie bliska. Mam jednak nadzieję, że nie dla 

nikogo...A utwierdza mnie w niej stała życzliwość osób, 

które mogę chyba nazwać mymi przyjaciółmi...

     Choć pod wpływem owej uwagi zastanawiałem się,

czy nie byłoby aktem odwagi opuszczenie tego miejsca...

skoro może ono budzić tak niedobre odczucia.  Inni

ludzie nie są mi obojętni i nie chcę nikogo ranić...



     

 

 

Komentarze

  1. W ankietach studenckich nazywano mnie czasem "najlepszym wykładowcą", choć nie była to opinia powszechna. Miano mi czasem za złe, że nie dyscyplinuję studentów, którzy (grupy konwersatoryjne liczyły czasem po 50 osób) przeszkadzali w dyskusji, albo, że unikam rozmów o bieżącej polityce...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzisiaj są urodziny mojej Mamy. Wczoraj, kiedy od niej wychodziłem, miała ciśnienie 220 na 140😥

    OdpowiedzUsuń
  3. ❤️❤️ Happy Birthday to your mom Nezumi ❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  4. pisz tutaj Nezumi, prosze
    Jestes praktycznie jedyna osoba, ktorej tworczosc czytam codziennie.
    Stałeś sie czescia mojego zycia. Mam naprawde nadzieje, ze kiedyś przyjedziesz do mnie, spedzimy duzo czasu na tropikalnej plaży.
    Masz zaproszenie do odwiedzenia mnie na zawsze otwarte.
    Nie przejmuj sie takim zlosliwym komentarzom. Gwarantuje Tobie, ktos zazdrosci Tobie, ze masz tak bogata tworczosc, ze masz tak duzo do powiedzenia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Danek

    Dziękuję Ci za życzenia dla Mamy.❤
    Przekażę Jej. Na pewno się ucieszy.
    ...I za miłe i serdeczne słowa. :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję, Mama ucieszy się z życzeń ❤

    OdpowiedzUsuń
  7. Ponieważ jestem w drodze, na ulicy i piszę przez telefon, nie mogę odpowiedzieć jakoś bardziej systematycznie i podzielę mą wypowiedź na kilka osobnych impresji.

    Wartość ogólna, ponadczasowa, dla wszystkich ludzi, przysługuje niewielu tylko utworom w dziejach i z tego punktu widzenia wątpię raczej, aby współczesne utwory tak podziwiane czasem przez krytyków i publiczność w większości ostały się...Jestem jednsk przekonany o wartości wielu moich utworów. Ma to dla mnie pewne znaczenie w kontekście tego, że nie znajdują się w żadnym obiegu literackim i niedługo przestaną fizycznie istnieć...Chciałbym osobiście takie utwory czytać, gdyby je pisał ktoś inny. Oczywiście nie domagam się od nikogo, aby ich wartość uznawał, czy potwierdzał, albo uważał mnie za literata. Jestem raczej literatem amatorem, który pisze z wewnętrznej potrzeby, a czasem może nawet z przypadku. Nie żyję z literatury, nie jestem uważany za literata i nigdy nie starałem się o wydanie mych utworów. Daje mi to pewien rodzaj twórczej wolności, wynikającej z tego, że nikt nie uważa mnie za poważnego autora...

    OdpowiedzUsuń
  8. Oczywiście można by w związku z tym powiedzieć, że nie poddając się kryteriom oceny jakiejś literackiej formy piszę, czego dusza zapragnie...Tak jednak oczywiście nie jest. To, że nie uprawiam jakiejś jednej literackiej formy, jest dla mnie raczej zaletą niż wadą, choć z pewnością utrudnia szerszy odbiór mej twórczości. Moja japońska przyjaciółka specjalizuje się w jednej tradycyjnej poetyckiej formie. Nie gwarantuje to wcale tego, że jest mistrzynią tej formy. Ale jej twórczość nie wymyka się w ten sposób ocenie tak jak moja. Ma swoją szufladkę i jest znana.
    ...W młodości stanąłem przed dylematem, czy studiować literaturę, do czego namawiali mnie nauczyciele, czy filozofię i wybrałem filozofię. Dlatego przekazanie jakiejś myśli, czy nastroju jest dla mnie ważniejsze niż odkrywanie nowej formy literackiego wyrazu i tworzenie własnego języka. Mimo to uważam niektóre moje utwory, wchodzące w istniejące już formy i często jednak zmieniające ich sens, za całkiem udane...

    OdpowiedzUsuń
  9. Odbiór mej skromnej twórczości bywa o wiele bardziej osobisty niż Twój. Ludzie przeżywają czasem coś mocno i nie zawsze zgodnie z intencjami autora. Czasem negatywnie. Szczególnie osoby, które mnie w jakiś sposób znają, ale nie tylko... Może gdybym zupełnie nie umiał pisać nie byłoby tak. Ale jest...
    Powstaje sytuacja dość przykra dla każdego piszącego. Traci czasem bliskich, zyskuje niechęć, a prawie nikt nie potwierdza wartości tego, co robi...Jak sam skromnie napisałeś Twoje oceny mogą nie mieć wiele wspólnego z rzeczywistą wartością utworów, które Ci się podobają. W moim poczuciu mają. Jest to tylko kwestia sposobu oceny tej wartości. Dlatego cieszę się, że to, co piszę skłania Cię do przemyśleń i budzi pozytywny oddźwięk.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mówiąc osobisty miałem na myśli nie tyle głębokość przeżycia, co raczej większą subiektywność samej oceny...

    OdpowiedzUsuń
  11. Nikt już raczej się nie pojawi...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty