Zapiski myszy polnej. Rozdział 666. O Myszce śmieszce i jaka spotkała ją za to kara
Pewna mysz śmieszka bawiła się śnieżkami
zamiast spać w swej ciepłej norce. Jeśli chcesz
się dowiedzieć, co z tego wynikło, musisz
nadstawić ucha dla mej opowieści.
W dawnych czasach, kiedy jeszcze żyłem
na tym świecie, a było to kilka wieków temu,
nie do pomyślenia było, aby mysz harcowała
po polu, kiedy padał śnieg. Inne myszy mogłyby
ją nawet opluć, albo zagryźć. Ale czas mija
szybko i ludzie, przepraszam - myszy, zmieniają
swe obyczaje.
Zapytasz może, jak to możliwe, że inne
myszy mogłyby ją widzieć nie wychodząc z
domów. Mógł to być czysty przypadek, a poza
tym sami często robimy to, co ganimy u innych.
Teraz jesienią i zimą myszy to prawdziwa plaga.
Wślizgują się wszędzie, byle tylko zwędzić coś
do jedzenia. Dlatego trudno wyobrazić sobie
domostwo bez kotów.
Nie dość, że bawiła się śnieżkami i
wylizywała sople lodu, to jeszcze jeździła na
łyżwach po tafli jeziora. Tego było już za wiele
i jej sąsiadki zwołały Sąd Kapturowy, który
skazał ją na śmierć, albo na wygnanie. Mogła
sama wybrać rozdaj udręki. Na swoje nieszczęście
wybrała tułaczkę. Chodziła po prośbie od wsi
do wsi, aż w końcu umarła z głodu i pragnienia.
Ludzie bowiem nie mają litości nad stworzeniami.
A kiedy tylko wyzionęła ducha, zjawili się
piekielni urzędnicy i porwali ją w mroczną
czeluść. Jeden z tych urzędników wymyślił dla
niej stosowną karę. Powiesił przed nią kawałek
słoniny, ale żeby do niego się dostać musiała
najpierw przejść po rozżarzonym lodzie, a później
przez płonące morze ognia. Najpierw więc marzły
jej łapki i wąsy, a potem przypalał je ogień.
A kiedy zesztywniała i z nadpalonym futerkiem
zbliżyła się już do upragnionego połcia, zjawiał
się kruk i pożerał go, dotkliwie dziobiąc ją po
głowie i po oczach.
Słysząc opowieści o jej nieszczęsnym losie
jej dawne sąsiadki opowiadały o nim swym
pociechom, mówiąc:
- Oto, co czeka głupią mysz, kiedy lekkomyślnie
naruszy normy wspólnoty. Oby wam, drogie dzieci,
nigdy się to nie przytrafiło! A jeśli, któraś z
was zapyta: "Jak to? Za jeden błąd popełniony
w krótkim życiu wieczne tortury?" - da tylko
wyraz własnej ignorancji! -
To samo mówił Kapłan Wielkiej Myszy, dodając
jednak, że bóstwo widzi wszystko i nic się przed
jego wzrokiem nie ukryje. Dlatego trzeba się
regularnie modlić. Wielka Mysz przebywa wśród
gwiazd rozsianych po niebie. Tam jest jej siedziba.
Ale lepiej nie narazić się na jej gniew, bo spopieli
całą okolicę popiołem umarłych gwiazd.
- Wielka Mysz kocha nas wszystkich, ale nie
może nam wybaczać błędów. Dlatego odwiedzając
świątynię każda musi przynieść ze sobą co najmniej
kilka ziarenek ryżu, albo zboża. Część z nich zje
bóstwo, druga część zostanie sprzedana z niewielkim
zyskiem, aby utuczyć trochę kapłanów, ale też na
remont dachów świątyni i zakup cennych
dewocjonaliów, a resztę duchowni ukryją po to, aby
w czasach nędzy podzielić się z innymi myszami. -
Rad bym pociągnąć tę opowieść dalej, jednak
nie mogę sobie przypomnieć jej zakończenia. Tak,
czy owak, grzeczne myszki, które rano i wieczorem
myją ząbki i nie zadają się ze szczurami, pójdą w
nagrodę do nieba, w którym nie ma już kotów,
pułapek na myszy, ani złych ludzi. Kocia muzyka
będzie tam zabroniona, podobnie jak kociokwik
i nikomu nie będzie wolno żyć z kimkolwiek na
kocią łapę.
Kiedy następnym razem spotkam Czarodzieja
z Łąk, na pewno go zapytam o to zakończenie.
A teraz śpijcie już, bo sen to zdrowie, a każdy musi
dobrze się wyspać przed snem wiecznym...
Ten uroczy obrazek znalazłem gdzieś w necie.



Alma
OdpowiedzUsuńZawsze byłam "w poprzek" wspólnoty. I, oczywiście, to wcale nie popłaca 😐
Ktoś słusznie kiedyś napisał, że w każdej wspólnocie należy strzec własnej odrębności...Ale to nie jest dobrze przez wspólnotę przyjnowane...Niezależnie od tego, czy powodem tego złego przyjmowania jest egoizm jej członków czy jakiś rodzaj fanatyzmu. Czasami zwykle uczciwość powoduje, że nie możemy się na coś godzić.
UsuńBiedne stworzenia 😀
OdpowiedzUsuń