Otwartość serca
"In the meditative exercise of love,
the monk extends his loving heart over
the whole world of living beings, or we
may say, perhaps more fittingly, he
unites himself with the world of beings
through this heart. He gives to his loving
heart an infinitive expansion."
(Sundo Tachibana, Ethics of Buddhism)
Nie bez pewnego rozczulenia natknąłem
się dzisiaj na książkę Tachibany, wydaną
po raz pierwszy w 1926 r przez Clarendon
Press at the University of Oxford i
wznawianą później kilka razy, między
innymi przez Curzon Press Ltd. To ostatnie
wydanie kupiłem kiedyś w nieistniejącej
już ogromnej księgarni Dillonsa. Te
znakomite wprowadzenie do etyki buddyjskiej
posłużyło mi jako jedno ze źródeł do napisania
tekstu o etyce buddyjskiej 25 lat temu,
poświęconego pamięci Profesor Iji Lazari
Pawłowskiej zmarłej niedługo wcześniej. Była
Ona, jak wiadomo, nie tylko wybitnym etykiem,
ale także znawcą i sympatyczką kultury
indyjskiej. Leszek Kołakowski i Marian
Przełęcki (i inni) poświęcili Jej wspomnienia,
a ja ten skromny artykuł, który jak powiedział
Przełęcki "bardzo by Ją ucieszył." Choć moje
zainteresowanie buddyzmem miało inne źródła,
do dzisiaj z wdzięcznością myślę o Osobie,
która nazwała mnie człowiekiem "delikatnym i
głębokim" i bardzo ceniła mój sposób uprawiania
filozofii, ale przede wszystkim była osobą
życzliwą, serdeczną i głęboko ludzką,której
to, co Anglicy określają słowem "compassion"
nigdy nie było obce. Rzadko kiedy intelekt tak
harmonijnie łączy się z wrażliwością, jak w
tej pięknej i mądrej Osobie. Rektorowi
uczelni, w której byłem wtedy zatrudniony,
powiedziała: "Szanujcie tego człowieka, bo
drugiego takiego nie znajdziecie."
Jak słusznie przewidywała nie zrobiłem
kariery akademickiej. Powiedziała mi: "Ja
znam to środowisko. Nie pozwolą Panu."
Pewnie, że to marnotrawstwo, ale kto by się
tym przejmował.
Jestem jednak głęboko wdzięczny losowi, że
mogłem też poznać ludzi szlachetnych i mądrych,
a zarazem skromnych, zanim odeszli. Wszelkie
wzniosłe rozważania etyczne czy roztrząsania
duchowe mogą spotkać się ze sceptyczną uwagą:
"Pokaż mi taką osobę!"
Ja mogę pokazać! Choć ludzi tych już nie ma
i zostali nawet już częściowo zapomniani. (Nie
przez wszystkich rzecz jasna). To mogłyby być
autorytety w trudnych chwilach kryzysu, czy
nawet upadku wartości ludzkich, jakie
obserwujemy i czujemy, gdyby kiedykolwiek
dopuszczono ich do tzw. mediów i gdyby o to
się ubiegali.
Napisałem te kilka słów nieco osobistego
wspomnienia, ponieważ jestem przekonany, że
Osoba ta była kimś takim, o kim mówią
przytoczone wyżej słowa Tachibany,choć nie
była ani mnichem, ani buddystką. (Fascynowali
Ją raczej Schweitzer i Gandhi, a
najważniejsze być może swe teksty poświęciła
metaetyce). A może nawet właśnie dlatego, że
nie była...🥀
zdjęcie nazumi13




W bibliotekach uniwersyteckich nie było książek, których poszukiwałem i musiałem je kupować w Londynie. Choć zdarzało się, że kierownik biblioteki Instytutu Filozofii Pan Siek sprowadzał coś do niej, kiedy się go o to poprosiło. Częściej były to jednak książki z zakresu filozofii analitycznej...Było dla mnie sporym przeżyciem prowadzenie później wykładu z filozofii dla orientalistów i opowiadać im także o kilku filozofiach Wschodu, zwlaszcza, że wykład mój cieszył się dużą popularnością. Choć był do wyboru z innymi przedmiotami studenci chętni do jego wysłuchania nie mogli pomieścić się w sporej sali im. Stanisława Schayera (wybitnego polskiego indologa i znawcy filozofii buddyjskiej).
OdpowiedzUsuń"i opowiadanie im"...Android niestety mnie jak zwykle poprawił. ;-)
Usuń