Garść dawnych moich haiku

    Wróciłem późno do domu. Mama źle

się czuje. Ma wysokie nadciśnienie. Mówię

coś do niej, opowiadam o czymś, a ona mi się 

przygląda tak, jakby chciała powiedzieć, że 

to jest poważna sprawa i muszę być 

przygotowany...Być może sprowadzi się 

prywatnie lekarza - na innego nie ma szans, 

ale czy coś pomoże?  Ma leki na obniżenie 

ciśnienia, które gwałtownie skacze jej po nocy. 

     Postanowiłem upchnąć dzisiaj jeszcze 

pięć moich haiku sprzed trzech lat. Te 

spoczywają w trudno raczej dostępnym 

archiwum Bloxa (były publikowane na

Lunie), ale przypomniał mi je Facebook. 

W ogóle jest ich tam jeszcze kilkadziesiąt. 

     ***

   Przez życie obaj 

   w snu przepaść wędrujemy

   dostojny Basho

 

   Pestka granatu

   rozerwana na strzępy 

   maleńka dusza...

 

   Choć się nie znali

   wieczność razem przeleżą

   w zastygłej lawie

 

   Ostatnia mucha

   samotnie dogorywa

   za chwilę zima

 

   Połknęła chmurę  

   sonata dla Amalii 

   - ach pruski smutek!  

         To ostatnie haiku wymaga może komentarza. 

  Jan Sebastian Bach skomponował cudowne i 

  świeckie Trio sonaty na organy. A później

  podobne sonaty skomponował też jego syn 

  Carl Philip Emanuel Bach, dedykując je

  księżniczce pruskiej Amalii. Albert Schweitzer

  uważał je za żałośnie marne, ale ja je

  lubię. Nie z powodu doskonałości formy,

  ale raczej wyrazu uczuciowego. To już był nowy,

  obcy staremu Bachowi styl muzyczny, 

  traktujący muzykę przede wszystkim jako

  "mowę uczuć." Stary Bach odnosił się z 

  pewnym dystansem do twórczości swego 

  wybitnego syna, przypisując jego utworom

  "pruski smutek."           

         Wiersz, w którym pojawia się 

   Basho, jest jednym z moich ulubionych. 

    

    Zdjęcie nazumi13 

 

Komentarze

  1. Alma
    Ale to ciśnienie jej spada po lekach, mam nadzieję? Czy Twoja Mama ma ciśnieniomierz?

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak.Na szczęście spada. Mierzy trzy razy dziennie. 🙂

    OdpowiedzUsuń
  3. Alma
    Mama. Zastanawiam się czy mój syn też będzie się tak o mnie troszczył. Z biegiem lat, gdy człowiek dorasta i rzuca się w wir własnych spraw, własnego życia, powinien się zdystansować, odejść od matki. A jednak tak się nie dzieje. Przynajmniej pod względem emocjonalnym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja odchodziłem dość daleko, a nawet wyjeżdżałem na długo. Mama miała zresztą męża. Ale w ostatnich latach jest bardzo samotna i schorowana i uświadomiłem sobie, jak ważne jest to by być przy niej, choć nią nie mieszkam...

      Usuń
    2. Mam poczucie, że za chwilę nie będzie jej...albo mnie. Trzymam się z nią razem też dlatego, że moje kontakty z ludźmi stały się wirtualne. A jest ktoś, kto potrzebuje mojej fizycznej obecności, choć moje życiowe sprawy są dla niej coraz bardziej odległe. Nigdy nie byłem emocjonalnie zależny od mamy tak jak mój brat, którego ona, jak sama czasem o tym mówi, bardziej kochała, bo miał kłopoty ze zdrowiem. A potem swą miłość przelała na wnuka, który z nią mieszkał po śmierć i swojej matki i miał podobne kłopoty ze zdrowiem...

      Usuń
    3. Przepraszam za błąd. Nie zauważyłem, że Android mnie poprawił 😉

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty