Spotkanie z Duchem. Opowieść japońska

   Ponieważ mam chwilowo spore kłopoty ze zdrowiem

zamieszczam wcześniejszy, niepublikowany przedtem

tekst w nadziei, że rano poczuję się lepiej.

    ...................................................................................

    Stali nad morzem i patrzyli na

zachodzące słońce. Jednak nie 

było to prawdziwe morze, a morze

usypane z piasku, z porozrzucanymi

między falami muszlami i kamykami. 

Trzeba przyznać, że nie był to typowy

ogród, ukształtowany w zgodzie z

tym, co nakazywała tradycja. Jego

właściciel musiał być ekscentrykiem. 

   Dziewczyna była w nastroju nieco

frywolnym, ale starała się go ukryć

pod poważną miną. Jej rozmówca,

mężczyzna czterdziestoletni, choć

był wzrostu więcej niż średniego,

stał obok niej nieco przygarbiony.  

   - Czy to prawda, że Twoje życie już

się kończy? - spytała Kototsuchi. 

Nie wyglądasz jeszcze tak staro. 

Są na świecie żółwie i mędrcy, którzy

żyją po kilkaset lat. Ale ty nie jesteś

do nich podobny. Zauważyłam nawet,

że kobiety czasem cię zauważają. - 

   - Nigdy jeszcze o tym nie myślałem.

Na razie nie mam jeszcze plam na

ciele, dłonie mi nie wysychają, głos

nie drży, nie mam kłopotów z 

poruszaniem się ani z pamięcią.  

Nikt się też do mnie nie odnosi jak 

do starego człowieka, z pogardą

lub z przesadnym szacunkiem. Ale

nie wiem, co będzie za kilka lub 

kilkanaście lat, kiedy moje przeistoczenie

stanie się faktem. Pocieszam się 

myślą, że wcześniej odejdę z tego

świata. -

    - Czy to prawda, że jesteś 

czarodziejem? - 

    - Ależ skąd!  -

    - Ale Pani Ogawa mi ciebie poleciła. 

Powiedziała, że nie masz dobrych

manier, ale masz czyste serce i możesz

mi pomóc. Jest już bardzo stara, ale 

mówi zawsze o sobie: "Jestem jak wiosna. 

Metryka się nie liczy. Nie widzisz, że

jestem małą dziewczynką, która tańczy." -  

    - A zatem, co mogę dla ciebie uczynić,

dostojna damo? -

    - Nic...Chciałabym tylko abyś był ze mną 

w nocy, kiedy pojawi się duch. -

  - To drobiazg!  Chętnie spełnię twe życzenie.

Myślałem, że to coś naprawdę poważnego. - 

  - A zatem chodźmy stąd i usiądźmy pod

tym wielkim drzewem, a duch Pana Ogawy

na pewno się tam zjawi. -  

   - Z przyjemnością, ale co będziemy robić.

Do pojawienie się ducha pozostało chyba

sporo czasu, a ja nie opanowałem niestety 

sztuki szlachetnej konwersacji. - 

    - Możesz mówić cokolwiek, a za chwilę

posłuchamy muzyki. - 

    Kiedy usiedli pod drzewem Kototsuchi  

rozsupłała niewielkie zawiniątko i wypuściła

z niego dwa świerszcze. Początkowo czuły

się nieco zmaltretowane i zduszone, ale

Dama nakarmiła je, a kiedy odzyskały siły

dały pod rozgwieżdżonym niebem wspaniały 

koncert.  

     - Nie bez powodu pytałam cię o to, czy

Twe życie się kończy. Pani Ogawa powiedziała

mi, że albo jesteś chory, albo grozi ci 

niebezpieczeństwo. Serce kobiety czuje to! -

rzekła dziewczyna, kiedy owady umilkły.

- Gdybyś był wojownikiem, nie martwiłabym się

o ciebie. Ale powiedziano mi, że jesteś poetą.

Co prawda nikt o tobie nigdy nie słyszał,

jednak zajrzałam do twej podróżnej sakwy,

kiedy spałeś i zobaczyłam na własne oczy. Tak 

pięknie piszesz o księżycu i żabach, o rozłące 

i o opadłych klonowych listkach. - 

     - Ale dlaczego nie wezwałaś jakiegoś

wojownika? - 

      -  Wezwałam, ale wypił za dużo sake

i chciał przeciąć ducha mieczem na pół. 

Zirytowało to mego gościa i nawet nie

chcę ci mówić, co się potem stało...Ale

ty jesteś taki łagodny. Przy tobie duch

będzie czuł się bezpiecznie. -

       A kiedy Dama skończyła swe wyznanie,

ułożyła się w nogach Poety i położyła

główkę na jego brzuchu jak mała dziewczynka.

      - A co będzie, jeśli Pan Ogawa to zobaczy? -

zapytał. 

      - Pan Ogawa przyjdzie tu z innego 

świata i nie będzie nic wiedział o naszych

obyczajach. Nie wolno mu tylko przypominać,

że za życia był księciem. Dlatego, kiedy się

zjawi nie składaj mu głębokiego pokłonu.

Wystarczy jak zegniesz trochę głowę. - 

      Czekali więc i zapadli w słodką drzemkę. 

A kiedy noc zrobiła się już nieprzenikniona

i gęsta obudził ich tętent końskich kopyt. 

Konia nie widzieli, ale przed nimi wyrósł

nagle Duch. Niestety nie znał on ludzkiej

mowy i miauczał jak kot albo pohukiwał

jak dziki ptak. 

      - Zaczekaj, wypowiem jedno zaklęcie

a odzyska mowę! -

     Tak też się stało, a Pan Ogawa od

razu zaczął układać zdania:

     - Zapewne dobrze wiecie,

       jak to bywa na świecie.

       Zgubiła mnie kobieta,

       ognista jak kometa. 

       I choć nie pijam wina,

       wiem, że to jej wina. 

      - A może mógłbyś Panie, nie rymować? -

spytała niezbyt uprzejmie Dama. 

      - To dlatego, żeby nie przypomniał

sobie, że był księciem. - szepnęła do ucha

swemu towarzyszowi.

      -  Życia mi już nikt nie wróci, ale

chciałbym, żeby ta, która mnie otruła,

poczuła się winna. Niech męczą ją po

nocach wyrzuty sumienia i niech nie

zazna spokoju, dopóki jej twarde serce 

nie skruszeje. -

      - Musisz zatem pójść do niej i jej

to okazać. - zaproponował Poeta. 

      - Jak mogę się przed nią pokazać,

kiedy nie mam nawet męskiego 

przyrodzenia. Kiedy trucizna zaczęła

działać, odjęła mi je. Wstydzę się. - załkał

Duch. - Gdybym był potężny jak Pan

Ogawa, nie miałoby to znaczenia. - 

      - Odejdź na chwilę. Musimy się

poradzić Ducha Drzewa. Przyjdź zanim

opadną poranne mgły. - rzekła Kototsuchi. 

      Duch posłusznie oddalił się, ale

kiedy zapukali do Ducha Drzewa, zapadło

głuche jak pień milczenie. Musieli więc sami 

obmyślić jakiś sposób.

     - Kiedy Duch męża ukaże się Pani 

Ogawie z pewnością bardzo ją to zaboli.

Zabiła księcia, gdy była jeszcze młodą

kobietą i czuła się tak, jakby zabiła

własne marzenia. Myślała, że Ogawa 

ją zdradza. Przez całe życie żałowała 

swego uczynku, bo musiała przeżyć je

w samotności, jednak nigdy nie czuła

się z tego powodu winna.  Obawiam

się, że jej serce tak stwardniało, że

nic go nie skruszy, a Pan Ogawa może

się naprawdę załamać. Dochował jej

wierności, a współżył jedynie z kobietami

niskiego stanu, co jest przywilejem

władcy. - 

     - A zatem jest tylko jeden sposób... -

     Niestety Poeta nie wyjawił go, bowiem

nagle postradał życie i Dziewczyna zupełnie

nie wiedziała, co zrobić, kiedy znów pojawi

się Pan Ogawa.  Ale nie zjawił się już

więcej.  

     - Gdzie tak długo byłaś? - spytała 

Pani Ogawa - Przecież niedługo świt!

Zupełnie, jak mój nieboszczyk mąż. 

Jak to dobrze, że go nie znałaś!  Straszny

człowiek!  - 

     - Czasami wydaje mi się, że skądś

go znam. - 

     - Ale zgubiłaś gdzieś swego Poetę. 

To prostak!  Kiedy zapytałam go o historię

rodu Ogawów, nie potrafił sklecić zdania. 

Przyjechał ze stolicy, a zachowywał się

jak prowincjusz. Widziałam, jak on na

ciebie patrzy. Nawet cienia godności!

Wodził bezwstydnie za tobą oczami.

Utopiłabyś go w czarce herbaty! - 

      - Może się zakochał? -

      - Człowiekowi niskiego stanu nie

wolno kochać się w damie. Jakie to 

przykre, wstrętne! - 

      - Był bardzo odważny. -

      - Ale to ignorant! Kiedy go zapytałam

o śmierć Pana Ogawy plótł coś trzy po

trzy.  Mój małżonek poległ w bitwie 

morskiej.  Podczas walki strącili go w 

odmęt i przebili pikami.  Cały ocean

spienił się jego krwią. Kazałam to namalować

temu pędzlowi. - 

      - Widziałam ten malunek! -

      - A ja  mam wrażenie, że ty coś przede

mną ukrywasz. -

      - Jakżebym mogła! Śniło mi się coś w

nocy. - 

      - Przypomnisz sobie na mękach. - 

      Biedna dziewczyna nie mogła wyjawić

prawdy. Wolała milczeć niż zmartwić swą

Panią.  Jej serce wypełniało bowiem 

współczucie dla tej starej kobiety. A ponieważ

była krnąbrna sędziowie nie mieli wątpliwości,

że obraża majestat małżonki byłego władcy

i skazali ją na śmierć przez ugotowanie w

kotle, choć Kototsuchi błagała o zamienienie

tej kary na powieszenie. Jednak pragnąc 

uwiarygodnić ów wyrok oskarżono ją dodatkowo 

jeszcze o zabójstwo kota i dwóch wnuczek

Pani Ogawy, które zaginęły w lesie. 

      Podobno Duch Pana Ogawy osobiście

przybył chcąc zapobiec egzekucji, ale

spóźnił się trochę, bo zbyt długo oglądał

swe odbicie w stawie.  Wygarnął więc

wszystko swej małżonce, oczywiście na

osobności, żeby nie plugawić imienia 

rodu, lecz ta nie dała jego słowom wiary.

     Nie uwolniła się już jednak od duchów

i miewa koszmarne sny na jawie. Ukazuje

jej się Kototsuchi, cała płonąca w oleju

i zakochany w niej Poeta, wpatrzony

w księżyc.  A w środku nocy budzi się

jako czarny pająk, przerażona, że

odrodzi się tak w przyszłym wcieleniu. 

A przecież  łatwo mogłaby się uwolnić

od tego koszmaru. Wystarczy, żeby chciała

sobie wszystko przypomnieć. 

      Kiedy po raz pierwszy usłyszałem

tę opowieść w tej postaci, bez żadnych

dodatkowych modyfikacji, byłem akurat

na konferencji w Gandawie i miałem

okazję rozmawiać o niej z profesorami

Bykowem i Suzukim. Miałem wtedy 25 lat

i niewiele wiedziałem o metodzie naukowej.

Bykow, zażywny Rosjanin, sprawiał na mnie

wrażenie łagodnego epikurejczyka. 

Twierdził, że Pani Ogawa doskonale 

pamiętała o swej zbrodni, jednak polityczny

pragmatyzm nie pozwalał jej się do niej

przyznać, gdyż stanowiłoby to hańbę dla

jej rodu.  Miała w gruncie rzeczy bardzo

dobre serce i przeżyła kaźń swej ulubionej

damy dworu. Bykow chwalił jej inteligencję,

przezorność i polityczny instynkt. "A z

tym olejem, no cóż, tak wtedy karano!"

Suzuki nie zgadzał się z nim. Jego zdaniem

w przypadku Pani Ogawy zadziałał klasyczny

mechanizm wyparcia.  Mogła przecież udać

szaloną i wziąć na siebie całą winę. Byłaby

to zarazem odpowiednia inwestycja w przyszłą

karmę.

     Byłem pod ogromnym wrażenie obu tych

teorii.  Pijąc rosyjską wódkę z Bykowem i

i spacerując wieczorami z Suzukim myślałem

o tym, że gdyby udało mi się jakoś pogodzić

oba te niezgodne ze sobą punkty widzenia,

to być może czekałaby mnie akademicka sława

i nie musiałbym już mieszkać w brudnym 

pokoju z robactwem, a może nawet

znalazłbym sobie jakąś partnerkę do

wieczornych dyskusji. Lecz, jak to w życiu

bywa, musiałem wracać za żelazną kurtynę

i po jakimś czasie wyzionąłem ducha. 

Akurat był wtedy stan wojenny.  Wyszedłem

w nocy na spacer i nagle, gdzieś przy

Łazienkach zobaczyłem ją...Panią Ogawę. 

Była cała w czerni, a jej twarz przesłaniały

okulary podobne do tych, jakie nosił

Jaruzelski. 

      - Nie dam ci spokoju. - powiedział

Duch - Tak, jak ty, Bykow i ta kanalia 

Suzuki, nie daliście go po śmierci mnie. -

      I nie wiem, jak by to się skończyło,

gdyby nie to, że trochę wstawiony 

wpadłem pod gąsienicę czołgu, 

nim zmieniła się w radosnego 

motyla...      

 


     

     

 

  

   

     

     

Komentarze

  1. Pewnie się już trochę powtarzam w tych opowieściach...

    OdpowiedzUsuń
  2. Sporo dzieje się w tej opowieści. Może nawet dałoby się z niej zrobić scenariusz filmowy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty