Udany połów. Dawna opowieść chińska
Spotkali się nad stawem. Mistrz zarzucił wędkę i trwał w milczeniu.
- I tak tu nic nie złowisz. Tu nie ma ryb. Masz już 99 lat. Łatwo możesz się przeziębić.- powiedziała Yu.
- Czemu mi brzęczysz nad uchem jak komar? Nie widzisz, że odpoczywam. -
- Przyszłam po Ciebie, bo mama bardzo się niepokoi. Chociaż nie jesteś moim dziadkiem. -
- I przysłała Cię w środku nocy. To cud, że jeszcze zachowałaś cnotę. -
- Nie zachowałam jej. Zbój Yi mnie z niej ograbił. -
- W jaki sposób? Przecież on jest starszy ode mnie. -
- Grabił na polanie liście. -
- Zrobił to grabiami? W nocy...To dziwne. -
- Tak. Pani Li kazała mu zrobić z nich bukiet.-
- A to dopiero nieszczęście! On jest całkowicie pozbawiony gustu. To prostak. -
- Ale nic nie poczułam. Zrobił to całkiem zgrabnie. Tylko ręce mu trochę zgrabiały na
mrozie. Nie wiem, czy wiesz, że jest zima i staw jest zamarznięty? Nie wiem, co ty w nim
łowisz. Ale księżyca na pewno nie złapiesz! -
- To tajemnica, której nigdy nie poznasz. Jednak boje się, że wykrwawisz się na śmierć.
To okrutne, co zrobił z tobą Pan Yi. -
- Nie takie okrutne. Grabiami wykopał ropuchę, a ta zrobiła to językiem . To było nawet
przyjemne, chociaż język żaby jest trochę szorstki. Chyba nawet bardziej niż kota. -
- Znawczyni się znalazła! Najważniejsze, że żyjesz, moje dziecko. -
- Niestety, już nie żyję. Zaraz potem Pan Yi mnie zamordował. Widzisz tę kreskę na
szyi? Tędy wyciekła ze mnie krew. -
- Zauważyłem, że jesteś trochę blada. Musisz jeść więcej owoców o odpowiednich
właściwościach termicznych...A teraz nie przeszkadzaj mi już! -
- Nie mogę się bez ciebie pokazać w domu. Mamusia da mi lanie i od razu
zorientuje się, że jestem tylko duchem. Nie chcę jej martwić. -
- LEPIEJ ZOBACZ, CO ZŁOWIŁEM? -
Na haczyku trzepotała się Gwiazda Wieczorna.
- Ugotujemy ją w kotle i cała wieś będzie się nią żywić przez
miesiąc. - ucieszył się Mistrz.


masz niezwykle pomysly przelewajac je w te krotkie opowiadania, ktore czytam z zapartym tchem :)
OdpowiedzUsuńGdyby to potraktować jako metaforę, to ja też kocham raczej wędkarstwo niż ryby :-)
OdpowiedzUsuń...Niestworzone rzeczy też się czasami zdarzają.