Wszystko, co wiemy o Melisandzie Parker
Melisande uniosła do góry księgę i przeczytała
z niej pierwsze trzy zdania:
"Jest noc. Strumień mych marzeń przetoczył
się jak wodospad i uderzyłam głową w kamień.
Długo nie mogłam się obudzić."
Ciekawe, kto to napisał - pomyślała. "Księga
pól i lasów" nie ma autora. Ale znajomy
antykwariusz powiedział jej, że autorem jest
Nazumi. To dopiero marzycielka! Zresztą
Nazumi to przecież tylko imię, takie jak Kotomi,
czy każde inne, a na stronie tytułowej widnieje
jedynie N. No i dlaczego tłumacz nie poprzedził
tekstu żadnym wstępem?
Stary bibliotekarz spojrzał na nią z ukosa
i zauważył:
- Niepotrzebnie to pani czyta. Skoczyła ze
skały i zabiła się. Młoda dziewczyna. Miała
nie po kolei w głowie. Zresztą w tamtych
czasach zupełnie inaczej myślano o życiu i
o śmierci. Trzeba być idiotą, żeby zabić się
z miłości, albo dlatego, że nikt nas nie kocha.
Jedno i drugie jest złudzeniem...Kończę pracę
o szóstej. Czy mogę zaprosić panią do kawiarni? -
- Nie, drogi panie. Wykorzystuje pan mą
naiwność. Poza tym jeszcze się pan nie
przedstawił. -
- To drobiazg. Nazywam się Asmodeusz
Elieazer Goldberg i jak pani pewnie zauważyła,
jestem Żydem, ale nie praktykującym. -
- I jestem starym diabłem? -
- Faktycznie, droga pani. W tym akurat pani
się nie myli. Prozę jednak zważyć na to, że
jestem kimś zupełnie wyjątkowym. Mogę
panią wprowadzić w arkana wiedzy tajemnej. -
- Dziękuję, nie jestem zainteresowana. -
- A co panią interesuje? Japonika? Mam
ich trochę. Na przykład "Wycieczkę z Tokio
do Kioto" Fuguwary. -
- Interesuje mnie wyłącznie ta opowieść. -
- Nie warto czytać. Streszczę ją pani przy
kawie w dziesięć minut, a potem możemy iść
do mnie do domu. Mieszkam niedaleko.
Wchodzi się bocznym wejściem od ulicy.
Stróż nie zauważy. -
- Chce pan wykorzystać mą młodość. -
- Dla mnie nie jest już pani młoda. Jest
pani studentką uniwersytetu. Jestem pani
wdzięczny, że w rozmowie ze staruszkiem
używa pani archaicznego języka, o ile się
pani ze mnie nie nabija, ale nie, nie
zamierzam wciągnąć pani do łóżka.
Chcę panią tylko zamordować. -
- To brzmi całkiem interesująco. Zwabić
od słowa powab. Dobra, czekam na pana
przed biblioteką o szóstej pięć. -
Ciało Melisandy znaleziono w pięć dni
później w rzece. Śledczy zauważyli, że
zabójca nie był jakimś okrutnym sadystą.
Poderżnął jej tylko gardło, ale nie miał
w tym szczególnej wprawy. Śledztwo
najwyraźniej źle rokowało i po dwóch
tygodniach zostało umorzone z adnotacją,
że sprawa będzie jeszcze badana i jeśli
zajdą nowe okoliczności, może zostać
postawione oskarżenie.
Do tego jednak nigdy nie doszło, bowiem
bibliotekarz rzucił się pod pociąg.
Znaleziono przy nim czerwony
notes, w którym można było przeczytać
takie oto zdanie:
"Zgodziła się tak łatwo, bo nie wiedziała,
w jaki sposób ma się zabić - czuła, że jej
w tym pomogę."
Przeszukano mieszkanie denata i okazało
się, że jest on znanym poetą i absolwentem
wydziału literatury, ale nie znaleziono w
nim śladów innych zbrodni. Na kamieniu,
którym uderzył w głowę dziewczynę, były
ślady jej krwi. Inspektor Green dotarł do
autorki jego biografii, a ta powiedziała mu,
że bibliotekarz był ostatnio rozgoryczony,
ponieważ był znany na całym świecie, z
wyjątkiem miejsca, w którym mieszkał i
nie mógł cieszyć się zasłużoną sławą. Wpadł
więc na pomysł, że ze zgryzoty odbierze
sobie życie. Nie chciał jednak, aby wydało
się to komuś małostkowe i postanowił zabić
dziewczynę i stworzyć tym samy złudzenie,
że uśmiercił się pod wpływem wyrzutów
sumienia.
Green był pod wielkim wrażeniem tej
opowieści i uważał, że pisarze są rzeczywiście
nieźle pokręceni. Opowiadał o tym wszystkim
znajomym, a nawet swej kochance Ingrid,
która była z pochodzenia Niemką. Ale po
tygodniu okazało się, że bibliotekarz
żyje, a śmierć poniósł ktoś całkiem do niego
podobny. Nie można go było jednak aresztować,
bowiem na kamieniu były odciski palców innej
osoby. Ingrid zasugerowała mu jednak, że
Melisande mogła być agentką Abwehry,
która miała za zadanie rozpracować
bibliotekarza i ewentualnie wciągnąć go do
współpracy, a gdyby to się nie udało,
zlikwidować. Pytany o to, jak w kieszeni jego
płaszcza znalazła się kapsułka z cyjankiem
potasu, nie potrafił udzielić sensownej
odpowiedzi.
- Być może dano mi ją zamiast trucizny na
szczury w jakimś sklepie. -
Green chciał przymknąć faceta, ale
kapsułkę mógł mu ktoś podrzucić. Pojechał
do niego następnego dnia, jednak nie zastał go
w mieszkaniu. Nic dziwnego. Tego dnia
o piątej rano poeta rzucił się pod pociąg...
albo został pod niego wepchnięty.
Zaszła jeszcze jedna komplikacja. Ponowne
oględziny zwłok dziewczyny wykazały, że
z całą pewnością nie jest to Melisande Parker.
Zaczęto jej szukać, ale nie można było jej
nigdzie znaleźć. W pokoju, który wynajmowała
przy Lester Station, odnaleziono jednak
papierośnicę z wygrawerowaną swastyką.
Green pokazał ją kochance.
- Nie przejmuj się, kochanie. - powiedziała
- Ja też pracuję dla Abwehry. Jak wiesz, część
naszego rządu ma proniemieckie sympatie. -
W trzy dni później wyłowiono z Tamizy
ciało inspektora, dokładnie w tym samym
miejscu, gdzie odnaleziono zwłoki zamordowanej
dziewczyny. W trakcie śledztwa ustalono,
że jego kochanką była Melisande Parker.
- No to jesteśmy w domu! - ucieszył się
inspektor Keats. -
Jednak do domu nie dotarł. Zmarł na
atak serca w chwilę po wyjściu z budynku,
w którym znajdowało się jego biuro.
A co się stało z "Księgą gór i lasów"?
Najprawdopodobniej nigdy nie istniała...
W naszym życiu prawie wszystko jest
złudzeniem, a już najbardziej chyba tak
zwane twarde fakty. Jedynie sny i
marzenia pozostają wiarygodne, ale
tylko pod pewnymi warunkami brzegowymi.
Legenda mówi, że podobno sam Adolf
Hitler odznaczył Żelaznym Krzyżem
Melisandę Parker, która jednak okazała
się Żydówką. Zrobił to już podczas
wojny w bunkrze na Mazurach, a potem
osobiście ochronił ją przed Gestapo.
Jednak w tym czasie, kiedy miał to rzekomo
uczynić, Melisande według wszelkiego
prawdopodobieństwa dawno już nie
żyła.
Autorka jej biografii, ta sama, która
wiele lat wcześniej napisała biografię
bibliotekarza, tak o tym pisze:
"Melisande, szczupła, delikatna
blondynka o pięknych niebieskich oczach,
okazała się być nieczysta rasowo i na tym
polegała jej tragedia."
("Melisande Parker. Dzieje pewnej
misji", rodział XII, s. 562).
Chciałem ją o to dopytać i wysłałem
do niej list. Mieszkała w Bonn i miała
obecnie 102 lata, ale cierpiała już chyba
na zaniki pamięci, bo nie otrzymałem
odpowiedzi. Wysłałem drugi list
z tym samym pytaniem, ale potem nieszczęśliwie
wpadłem pod samochód.
Jedno z widm, które po mym odejściu
spotkałem wyznało mi jednak, że autorka
biografii Melisandy i Melisanda Parker to
ta sama osoba. Niestety nie mogę już dziś
zweryfikować tej interesującej hipotezy.
Nie zdziwię się jednak, kiedy ktoś kiedyś
napisze, że nigdy nie istniałem...
...


Dobrze jest tak myśleć 🙂...Nietzsche był z natury demaskatorem, ale to akurat pogląd, z którym trudno się nie zgodzić.
OdpowiedzUsuńCzasem nie ma sensu dociekać jak jest naprawdę, bo można sporo popsuć. Na przykład zastanawiać się, czy ktoś nas kocha, albo czy zdążymy na pociąg wychodząc z domu zbyt późno. W tym drugim przypadku prawie na pewno tak będzie, bo pociągi mają u nas regularne opóźnienia. Ale przypadkiem może się zdarzyć, że pociąg odjedzie...