Wspomnienia niebieskiego tornistra


      Kiedy miałem iść do szkoły poszliśmy z
mamą na kiermasz i kupiła mi piękny niebieski
tornister i mundurek. Świeciło słońce, ale mnie było
smutno. Miałem dopiero sześć lat, a Ojciec spakował
wszystkie moje zabawki i oddał do domu dziecka.
     Chodziłem do szkoły w rejonie z dziećmi, których
rodzice byli alkoholikami, lumpami, bandytami.
Moja wychowawczyni, młodziutka dziewczyna
poszła kiedyś przeprowadzić wywiad środowiskowy
z tymi rodzicami i próbowano ją zgwałcić. Inną
nauczycielkę dzieci wyrzuciły przez okno z pierwszego
piętra. 
     Ponieważ nosiłem okulary, mówiono na
mnie ŚLEPOTA, albo CZTERY OCZY PIĄTY NOS.
Ale w klasie był też chłopiec podobny do mnie.
Miał dużą głowę, jak ja i był delikatny. Często mnie
z nim mylono i dlatego mówiono na mnie MIŁY,
bo on się nazywał MIŁOSZ.
     Po trzech latach rodzice przenieśli mnie do innej
szkoły, którą nazywano żydowską, bo jej
dyrektorem był Żyd.  Chodziły do niej przeważnie,
choć nie tylko, inteligenckie dzieci, inne od tych,
które spotykałem na podwórku i których się bałem.
     Usiadłem w ławce i na pierwszej lekcji języka
polskiego była akurat czytanka: "A oto patrzcie
- nowy kolega." Nauczycielka przeczytała ją patrząc
na mnie z uśmiechem i zakomunikowała dzieciom,
że mają nowego kolegę.  A kiedy lekcja się skończyła
podszedł do mnie uczeń, który siedział za mną.
Wyciągnąłem do niego rękę, a on z całej siły kopnął
mnie w podbrzusze. Zrobiłem trochę bezradną minę,
a wtedy powiedział, plując nieco na boki:
      - W dupę sobie wsadź! -
    Taka była moja inicjacja w nowej klasie. Jednak
zadomowiłem się w niej jakoś, choć do szkoły,
która była bardzo blisko, dość często się spóźniałem,
a czasem w ogóle nie przychodziłem.
      Niedawno jeden ze szkolnych kolegów, który
odezwał się do mnie po latach, powiedział, że
wszyscy żyją, z wyjątkiem jednej osoby. Domyśliłem
się o kogo chodzi. 
     Była w naszej klasie dziewczyna, która pochodziła
z jakiejś ubogiej rodziny, kaleczyła język polski,
miała podarte rajstopy i nie była zbyt lotna.
Siedziała w ławce sama, bo kiedy chciała się dosiąść
do Lucyny albo do Barbary, klasowych piękności, te
zatykały nos i mówiły ŚMIERDZI!  Ona też była
Basia, ale nikt się tak do niej nie zwracał.    
    Kiedyś na lekcji matematyki, nasz nauczyciel,
pochodzący ze wsi pan profesor Pyza, upokorzył
ją przed klasą.  Wywołał ją do tablicy przekonany, że
nic nie umie, ale dziewczyna wykuła zadanie na
pamięć i była bardzo dumna z tego, że się przygotowała,
a pisząc na tablicy mówiła do siebie: "Pięć spuszczam,
trzy w rozumie..."
    Pyza skrzywił się i powiedział z obrzydzeniem, jakby
rozgniótł karalucha:
    - Świdrygajlo!!! [nazwisko koleżanki tutaj zmieniłem]
Spuszczać to ty sobie możesz brudne majtki! -
    Cała klasa pokładała się ze śmiechu, choć
nauczyciela nikt nie lubił.  Już na pierwszej lekcji
prosił dzieci, żeby nie zniekształcały jego nazwiska.
Niemniej robiły to stale, mówiąc: "Ty pyzielcu,
ty piździelcu!", a wtedy zdarzało się, że ciągnął któreś
za ucho, albo bił po łapach ekerką. (Nie potrafił
powiedzieć "ekierka").  Do klasy chodził jego syn  
i kiedy nikt nie potrafił rozwiązać zadania wzywał
go do tablicy mówiąc: "Marek na pewno sobie z
tym z łatwością poradzi!"
    Basia kilka lat temu odebrała sobie życie...
    Ale i ja miałem swoje udręki, które chętnie
przemilczę, choć zdarzały się i rzeczy śmieszne.
W ostatniej klasie zadzwonił do mnie kolega o
nazwisku Gacek [zmieniłem w jego nazwisku
pierwszą literę] i mówi:
    - Nezumi, zapraszam cię do siebie na imieniny. 
Musisz koniecznie przyjść. Bardzo mi na tym zależy.
Zresztą nie tylko mnie. - 
    Choć niezbyt tego kolegę lubiłem, ucieszyłem się
z zaproszenia i jak to ja, zacząłem mu dziękować
wzruszony wielce, że o mnie pomyślał.
    - Nie wiem, czy dobrze mnie zrozumiałeś. -
wyjaśnił rzeczowo. - Masz przyjść, ale nie sam,
tylko z jakąś dupą, bo jebać nam się chce. -
    Ale czego mogłem się spodziewać po koledze,
który pytał mnie wcześniej: "Ty jesteś hart na flety,
czy pies na baby?" Mama tłumaczyła mi potem,
że ponieważ jestem przystojny, kolega był święcie
przekonany, że mam jakąś atrakcyjną dziewczynę.
    Klasa była trochę...Kiedyś wracając ze
szkoły zobaczyłem, że kolega próbuje zgwałcić
moją koleżankę. Przewrócił ją na śnieg i zaczął
rozbierać od dołu. Przeszkodziłem mu w tym. 
Ten sam kolega w piwnicy zamordował nożem
kota.  Jego mama była z niego bardzo dumna
i uczyła go grać na pianinie. Zagrał mi coś, co
nazywał "Marzeniem Schumanna", ale brzmiało
to jak "Wlazł kotek na płotek." 
    Drugi kolega o nazwisku przypominającym imię
pewnego zbója - nazywał się Dadej - lubił męczyć
białe myszki. Zapraszał nas na seans, podczas
którego przysmażał je na maszynce elektrycznej.
W tym celu wkręcał jakoś w tę maszynkę ich ogonki.  
    Trzeci, syn milicjanta, miał zwyczaj łapać mnie
na korytarzu i wykręcać mi rękę pytając, czy to
mnie boli. A kiedy ze łzami w oczach mówiłem, że
boli, wykręcał mocniej, a uścisk miał żelazny.
Była oczywiście też muka i tuczek (tysiąc muczek).   
Ale przypuszczam, że mało kto teraz wie, o co
w tej udręce chodziło.
    Był silny, bo już po raz kolejny powtarzał
klasę - wtedy się mówiło o takich "przerośnięty." 
Przyniósł kiedyś na lekcję napełnioną swą wydzieliną
prezerwatywę i dawał dziewczynkom jej zawartość
do wąchania. 
     Na korytarzu padałem też ofiarą dwóch braci
z o wiele starszej klasy. Jeden z nich był gruby a
drugi chudy. Kiedy Chudy wykręcał mi ręce, gruby
łaskotał bez litości.  
     Jeden z moich kolegów (ten, który mnie kopnął)
obmacywał niby przypadkiem młodą nauczycielkę
o nazwisku Cieplińska i mówił, że jest ciepła.
Nauczycielka czerwieniła się i broniła przed tymi
zalotami, ale trudno, żeby nie nosiła sweterka, czy
bluzeczki, co silnie działało na wyobraźnię kolegi.
     Kiedy kończyłem szkołę pani psycholog poddała
mnie testowi, a mamę zawezwano i powiedziano,
że ze względu na mą przyrodzoną tępotę nadaję
się jedynie do zasadniczej szkoły budowlanej,
a w najlepszym wypadku do szkoły hotelarskiej
- ale tu już trzeba pewnej inteligencji... 















 




Komentarze

  1. ale masz mocne wrazenia ze Szkoly Podstawowej !
    mnie nawet jedna, taka mocna sytuacje sie nie przydarzyla.
    Szkoda, ze jednak nie poszedles do ZSZ, na pewno spotkalibysmy sie, jesli zdecydowalbys sie na szkole o profilu elektronicznym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak...Na profil elektroniczny nie miałem szans, bo do tego trzeba inteligencji i uzdolnień w tym kierunku sporych. :-)

      Usuń
  2. ...Ja miałem głównie z kolegami sporo ode mnie starszymi. Ale też dwukrotnie w tym czasie miałem rozciętą głowę i raz na pogotowiu mi ją zszywano, bo kolega z klasy i z podwórka rzucił we mnie kamieniem i o mało mnie nie zabił. Nie mógł się pogodzić z tym, że pokonałem go w walce, uciekł i podniósł dość ostry i duży kamień. Mieszkałem w miejscu, gdzie żywa była legenda Felka Zdankiewicza i Czarnej Mańki, a do tego wszyscy młodzi oglądali westerny. Mieszkałem w pobliżu słynnej knajpy "Sielanka", w której picie i mordobicie było czymś tak naturalnym, jak oddychanie...Mama się przestraszyła, bo była cała miska krwi...Nie było to łatwe środowisko. Biłem się też niestety do krwi ze starszym bratem i zwykle kończyło się to w jeden sposób - kładłem go na łopatki i ramiona przygniatałem kolanami. Ale litowałem się nad nim i go uwalniałem, a on wtedy rzucał się na mnie i potrafił mi rozbić nos, żeby wziąć odwet za doznane upokorzenie. Nie rozumiał, że nie lubię się bić i kiedy mama przychodziła zobaczyć, czy jeszcze żyjemy, nazywał mnie Jezuskiem. Zawsze miałem pokojową naturę :-) Ale byłem też trochę zastraszony...Kilka osób z mojego podwórka zmarło śmiercią tragiczną.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nazumi,
    wyjatkowo trudne miales dziecinstwo, nie tylko w szkole;
    nawet w domu miales podobne wyzwania, plus pamietam, ze Twoj tata tez mial swoje momenty.
    Mozna powiedziec, prawie wszystko bylo przeciwko Tobie, gdy dorastałeś.
    Chce Ciebie zapewnic, ze nic w Twojej sytuacji nie bylo przypadkiem.
    Wszystko, z czym sie zmagałeś bylo konsekwencja umowy przedinkarnacyjnej, jaką zawarles z tymi wszystkimi osobami.
    Widac, zdecydowales sie, zanim jeszcze nastapila inkarnacja w Twoje obecne ciało, ze bedziesz przerabial bardzo duzo wyzwan w tym jednym wcieleniu :)
    Odważny jestes Nazumi :))
    pisze o tym w moim wpisie
    https://energiatowszystko.blogspot.com/2020/06/ewolucja-naszej-duszy-poprzez.html
    Napisales mnie kiedys, ze nie masz wiedzy w temacie swiata z 5tej przestrzeni, czyli potocznie zwanego Niebem.
    Troche ten temat przybliżam w moich wpisach na blogu.
    Zapraszam na powyższy link.
    Mysle, ze bedziesz z przyjemnoscia czytal.
    Jutro napisze najważniejszy wpis w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ukrywam , że z wielkim zaciekawieniem przeczytałam . Lubię - jak autor bloga dzieli się swoimi przeżyciami . My też czytający pewnie mamy coś do opowiedzenia ... Tylko każdy z nas miał inny kolor tornistra ... albo co innego do opowiedzenia . Pięknego popołudnia życzę dla autora bloga i odwiedzających :) Pozdrawiam bardzo ciepło i serdecznie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i również bardzo serdecznie pozdrawiam w imieniu swoim i odwiedzających :-) ...Tak, każdy ma własną opowieść do opowiedzenia, a nawet ja sam, pisząc innego dnia, mógłbym zwrócić uwagę na zupełnie inne rzeczy. Zresztą ze szkołą podstawową nigdy nie byłem specjalnie związany - znacznie bardziej z klasą, do której chodziłem w liceum. Czasem śni mi się, że muszę od nowa iść do szkoły (podstawowej) i budzę się przerażony, ale potem jestem szczęśliwy, że to był tylko sen.

      Usuń
  5. Danek,

    Dziękuję, chętnie o tym przeczytam :-)) Każdy musi jakoś radzić sobie z tym, co potocznie nazywa się karmą, a patrząc z innej perspektywy - losem. Wolałbym, żeby moje życie, nie tylko dzieciństwo, było spokojniejsze, ale przeszłości się nie zmieni i można tylko
    starać się, żeby doświadczenie życia nie było całkiem jałowe, nie przytłaczało, a raczej czegoś uczyło...



    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty