Książka nie poddana kwarantannie czasem zaraża


      Skoro już musiałem wyjść, to
odwiedziłem księgarnię. Sytuacja
podobna. Staruszkowie okutani 
w maski ledwo co zipią, a młodzi
hasają sobie bez maseczek 
pokasłując od czasu do czasu.  
   Upolowałem cenną książkę
emerytowanej Pani Profesor z
UJ na temat kultury japońskiej.    
Zawsze ceniłem jej twórczość 
i miała być nawet recenzentką 
mojej rozprawy habilitacyjnej. 
Czuje się, że należy do tego 
szlachetnego pokolenia 
humanistów, które bezpowrotnie 
odchodzi.
    W rozdziale zatytułowanym 
"Melancholia" jest rozróżnienie 
między melancholią w znaczeniu
depresji, czy rozpaczy, a 
estetyczną melancholią
przemijania, która wynika z
akceptacji losu i doskonale godzi 
się z pogodą ducha. 
    Pogodna melancholia, zaduma, 
tęsknota, czy rozrzewnienie, to 
przecież coś innego niż depresja, 
w której samo poczucie piękna, 
podobnie jak uczuciowość (za
wyjątkiem uczucia smutku)
najczęściej zanika. Ten drugi rodzaj 
pogodnej i ulotnej melancholii jest 
charakterystyczny dla poezji 
i kultury japońskiej. Ale przecież 
nie tylko dla niej i dlatego mottem
tego rozdziału są pełne poetyckiego
uroku słowa Gałczyńskiego.
    Autorka przypomina znaczenie
takich podstawowych pojęć 
estetyki japońskiej jak: 
wabi, sabi, aware, yugen,  
sabishi. Określenia te są trudno
przetłumaczalne i trzeba raczej
rozjaśnić ich sens, co możliwe
jest nie przez ich definiowanie,
ale dzięki uchwyceniu nastroju,
jaki wyrażają - melancholii 
przemijania, opuszczenia,
samotności, tajemniczej głębi
istnienia. Swe rozważania 
ilustruje nie tylko konstatacjami
estetyków, czy filozofów, ale
przede wszystkim przykładami
klasycznej japońskiej poezji,
co czyni lekturę bardzo 
przyjemną, bo są to prawdziwe 
perły. Nie zacytuję ich, ponieważ
wniosłem książkę do domu
i nie poddałem jej kwarantannie,
a trudno myć ręce przed każdym
uderzeniem w klawiaturę. 
    Szymańska nie tylko zauważa
to, co wcześniej zauważyli inni,
ale wyraża często własne,
cenne intuicje, jak ta, że
samotność może koić smutek
opuszczenia. Wiele z tego 
sposobu patrzenia na życie, tak
widocznego w kulturze japońskiej,
to poczucia bardzo mi bliskie, 
ponieważ żyję samotnie, poza
jakimkolwiek kręgiem towarzyskim     
(pomijając czytelników moich
zapisków).
    Szanując kulturę jej myśli
i wypowiedzi i nie mając do Autorki
o nic żalu, a przeciwnie czując wobec 
niej wdzięczność, chciałbym krótko 
zwrócić uwagę na to, z czym nie do 
końca się zgadzam.  
    Samo przeciwstawienie 
melancholii jako choroby, pogodnej
melancholii przemijania, ma 
oczywiście głęboki sens. Ale choć
autorka zauważa, że nie ma nic 
bardziej okrutnego niż przemijanie,
nie wspomina jednak o najgłębszej
melancholii cudownie czasem 
pięknej myśli i poezji Wschodu 
i Zachodu, która nie jest już jedynie 
"pogodną", ani "przelotną" 
melancholią.  
    Mam wrażenie, że wpatrzona 
w ideał kultury zen i greckiej 
filozofii, przejęzyczyła się pisząc 
o "przelotnej" melancholii zamiast 
o melancholii ulotnej. 
    Nastrój cytowanych przez nią 
wierszy jest bowiem czasem 
głęboko i trwale melancholijny, a
ulotność to nie cecha samego 
nastroju, a przemijającej chwili.
Kiedy wspomina o pięknej 
melancholii Greków, powołuje się na 
stoików i Epikura, jakby "wypierała"
ze swej świadomości istnienie 
poezji lirycznej i tragedii w ich 
najmniej pogodnych przejawach. 
Zresztą japońskie aware wyraża także
głęboką melancholię. 
     Spokój i pogoda ducha, podobnie 
jak poczucie piękna, to często 
kwestia iluzji, którą trzeba czasem 
rozproszyć, żeby dotrzeć do piękna
głębszego i bardziej przejmującego... 

 
    


Komentarze

  1. Obawiam się, że spokój i pogoda ducha są stale rozpraszane przez rzeczywistość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak niestety najczęściej jest...Istnieje nie tylko poczucie zniewolenia, czy zranienia, ale także zniewolenie i rzeczywista trauma.

      Usuń
  2. okropnie zakonczyles piekny opis poezji, o ktorej pisales.
    "Spokój i pogoda ducha, podobnie
    jak poczucie piękna, to często
    kwestia iluzji, którą trzeba czasem
    rozproszyć, żeby dotrzeć do piękna
    głębszego i bardziej przejmującego...
    To co najpiekniejsze w zyciu, to co Boskie - to jako intelektualista odrzucasz zastepujac codziennym udreczeniem przez ciemne moce, jako zapewne prawdziwym zyciem.
    To co Boskie to nie jest iluzją Nazumi, to jest świat, ktory chce kazdemu z nas dac nasz Ojciec.
    Goldi tez napisala swoje zwatpienie w piekno zycia: "Obawiam się, że spokój i pogoda ducha są stale rozpraszane przez rzeczywistość."
    Rzeeczywistość jest taka w co wierzymy.
    Wierzac, deklarujac nasza wiare tworzymy nasza rzeczywistość.
    Otaczajacy nas swiat jest piękny, jest cudowny.
    Jako ze jestesmy dziecmi wszechmogacego Boga, przelewa sie nam,
    mamy zawsze nadmiar dobrych rzeczy, czego nie dotkniemy powodzi sie nam, zawsze wszystko sie nam udaje.
    Jestem zdrowy, jestem czlowiekiem sukcesu.
    Trzeba tylko poprzez wiarę deklarowac pozytywne rzeczy, ktore chcemy aby zmaterializowaly sie w naszym zyciu.
    Słowem kreujemy rzeczywistosc.
    Bog swoim Słowem stworzył cały Wszechswiat.
    Jest bardzo istotne co wypowiadamy przez nasze usta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie ja okropnie zakończyłem...Wystarczy trochę poczytać, czy posłuchać muzyki, żeby zobaczyć na czym polega piękno głębokiej melancholii. Niestety wielu ludzi tego nie robi.

      Usuń
  3. Radość jest z istoty swej zdrowsza i bardziej pożądana niż smutek. Ale mimo to bardzo wielu największych ludzi w historii świata - mam na myśli poezję, filozofię, muzykę, sztukę i literaturę potrafiło wyrazić najgłębszą melancholię, bez której nie ma prawdy o ludzkim życiu, ani piękna w jego najwyższej postaci. Ale ta melancholia nie jest pogodną melancholią, tak jak nie jest też rozpaczą. Trzeba wewnętrznej odwagi, aby widzieć życie i czuć je takim jakim jest, bez uciekania w iluzje, czy protezy, jakie daje powierzchownie pojmowana religia, czy psychoterapia i jednocześnie nie przestać czuć miłości do świata i życia...Ale zgadzam się z Tobą, że głęboka melancholia nie może być nastrojem trwałym bez jakichś skutków dla psychiki. Dlatego tych ludzi nie lękających się prawdy ratuje często poczucie humoru lub po prostu bardzo silne zainteresowanie życiem. Nic nie wskazuje na to, aby popadali w trwałą depresję. Posłuchaj "Andantino" Schuberta z jego przedostatniej sonaty fortepianowej, a ujrzysz w nim niepokój, rezygnację i śmierć, a jednocześnie ukojenie i pogodzenie. Albo drugiej części pogodnego, a nawet radosnego 23 koncertu Mozarta, w którym jest podobna kondensacja melancholii i rezygnacji. Jest w nich nie tylko melancholia, ale także czułość miłości i piękno...A muzyka japońska? Ta dopiero potrafi być przeraźliwie smutna. Smutek jest taką sam cząstką życia jak radość. Mądry człowiek nie szuka cierpienia, ani smutku, ale nie ucieka przed nim, bo wie, że nie ma dokąd.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty