To, o czym milczę
nie wiem
czy nie spłynie na mnie
jakieś ponure natchnienie
albo szyderstwo
chwytające za gardło
albo podłe bluźnierstwo
i czy będę miał wenę
słowo którego
przedtem nie znałem
podobno kiedy trędowatemu
w nocy urodziło się się dziecko
pobiegł z pochodnią zobaczyć
czy jest do niego podobne
a na widok zeszpeconej twarzy
poczuł wielką radość
nie wiem czy byt istnieje
a niebyt nie istnieje
albo czy istnieją
zarówno byt jak i niebyt
i jak się wyłoniły
z pierwotnej jedności
i co było na początku
jeśli początek nie miał
innego początku
jak powstała wielka mgławica
i ile jest rzeczywistości
i światów w oczach gąsienicy
czy dogodniej było się urodzić
czy nigdy nie narodzić
ani czy w dawnych czasach
ludzie byli bardziej szlachetni
czy bardziej okrutni
i czy to szlachetni
nie byli czasem najokrutniejsi
a prostacy najmniej prości
pamięć o większości zdarzeń
nie istnieje
a ci którzy je opisywali
często kłamią
lub brakuje im inteligencji
aby rozwikłać splot powikłań
nie wiem czy w naturze
istnieje Czyste i Nieskalane
a krynica dobroci nie wysycha
albo nie pokrywa jej maź
i czy zło jest zawsze tylko brudem
a istnienie puchem lub pyłem
ani czy to co przemija
ma jakikolwiek sens
poza oczywiście gniciem
i zapadaniem w niepamięć
bakterie i złowrogie pleśnie
mnożą się fantazyjnie
w cichej ekstazie
bez najmniejszego umiaru
nicienie grzeją w cieple
przewodu pokarmowego
powodzie zalewają usta błotem
wulkany przysypują je
popiołem i lawą
a ziemia aż się trzęsie
a może życie jest tylko
jak mawiał Siakjamuni
jątrzącą się raną
nie wartą nawet bandaża absurdu
kot lubi bawić się myszą
a ta umiera w śmiertelnym strachu
albo wpełza pod próg
z urwanymi łapkami
i tam dogorywa
słonice wyciągają trąbami
pociechę która ugrzęzła w błocie
i troszczą się o nią jak jedna matka
ptaki trzymają razem ciepło
i wysiadują jaja
a kiedy odlatują po pokarm
wąż skrada się
żeby wypić żółtko i białko
albo połknąć pisklę
pszczoły i mrówki
odprawiają swe misterium
czapla brodzi w wodzie o zmierzchu
pragnąc pochwycić cień ryby
zatopiona w kontemplacji
rzuca na nią złe spojrzenie
sfora psów rozszarpuje
i pożera niechcianego
Idylla przychodzi na grób swego pana
i umiera z tęsknoty
skowronki kąpią się
w promieniach słońca
a na cmentarzu
pachnie świeżo rozkopana ziemia
ale kiedy nadejdzie przymrozek
szron zetnie kwiaty
zimą na parapecie
zasypia ostatnia mucha
która uniknęła pajęczej
sieci naszych spojrzeń
człowiek mówi poeta
zdziera korę
z drzew cynamonowych
i rabuje wszystko
co jest do zrabowania
na oddychanie
nakłada podatek
dla ofiar niewoli
technika czyni cuda
naciskasz guzik
i skośnioocy wyparowują
dymy krematoriów
unoszą się nad światem
a ludzi wciąż przerabia się
na guziki i mydło
bogacz rozpiera się
na Złotej Górze
i głaszcząc Chimerę
spija z nieba mannę
a biedak mrze
wdeptany w błoto
ratownicy ludzkości
toną w topieli utopii
a mądrego nikt nie słucha
chorzy i starzy
umierają z pragnienia
i nie ma ułamka sekundy
bez upuszczania krwi
i wlewania spermy
w naczynia dzieci
bez niewdzięczności i zdrady
rzeźni i potrzasku
w kosmicznej nocy szpitala
do Afrodyty
w stanie śpiączki
skrada się zespół medyczny
jej ciało zostanie rozparcelowane
na użyteczne narządy
o ile w porę się nie obudzi
a matkę okłamią
że nie było dla niej ratunku
i ty się obudź
zanim coache wykradną
ci duszę omamioną reklamą
i wyrwą serce
pod pretekstem psychoterapii
majaczysz czasem przez sen
a słowa twoje
jak ciemne grona krwawią
a to takie nieestetyczne
więc lepiej pomilcz
połykając łzy Heraklitowe
i odsłoń w uśmiechu ząb czasu
wraz z ubytkami
i tak mówią tylko słowa
które uwięzły ci w gardle


Im jestem starsza, tym bardziej zdaje sobie sprawę z tego jak dużo jeszcze nie wiem;)
OdpowiedzUsuń