Przed wejściem
W "Zapiskach dla zabicia czasu"
Kenko czytamy:
"Większość starych grobów, to
groby ludzi zmarłych w młodym wieku.
Bywa, że człowiek uświadamia sobie,
ile błędów w życiu popełnił, dopiero gdy
złoży go nagle choroba i jego koniec
jest bliski. To, co należało robić szybko,
robił powoli, a to, z czym można było
poczekać, robił zbyt szybko i teraz tego
żałuje. Tylko, co mu teraz z żałowania."
Fragment, w którym znajdują się
te słowa, mówi o nietrwałości
istnienia i o kroczeniu drogą Buddy.
Kenko pochodził z rodziny kapłanów
Shinto i taki duchowy sposób
patrzenia na świat był mu bliski...Jest
w nim spory potencjał melancholii,
ale moją uwagę przyciąga przede
wszystkim zdanie, które odnosi się
do działania i czasu. To bardzo trafna
obserwacja, niezależnie od tego, czy
ktoś przyjmie zaświatowy ideał
buddyzmu, czy zgoła inny sposób
patrzenia na życie: "To, co należało
robić szybko..." itd. Choć, gdyby było
to takie proste, ludzie nigdy by nie
błądzili.
Keiko pisze, że najlepiej modlić się
w świątyni w dni, kiedy nikogo w niej
nie ma, albo nocą.
Sprzyja to zapewne skupieniu
i kontemplacji, a nocą zaciera się
granica między jawą a snem, światem
a zaświatami, tym, co realne, a
cudownością.
Ale po co w ogóle mielibyśmy
wchodzić do świątyni?
Kiedy nocą przechadzam się w okół
kościoła w Wilanowie, nie myślę
o tym, żeby do niego wejść. Jak na
okazały kościół wzniesiony w XIX
wieku jest piękny, ale jest to tylko
pomnik ludzkiej pychy i świadectwo
przerażenia perspektywą wiecznego
unicestwienia, graniczącego z
obłędem.
Ta pycha i uniżona pokora
wywołana obłędnym lękiem,
dopełniają się wzajemnie. Kościół
został na nich ufundowany. Wystarczy
przeczytać, co głoszą słowa wypisane
na jego tablicy.
Wolałbym jak mistyk modlić
się na progu ruiny wzniesionej
na urwistym nadmorskim brzegu,
z oknem wybitym w nicość.
Zbawiciel mówi przecież:
Nie módl się w świątyni, tak, żeby
inni cię widzieli, ale świątynią jest
twa dusza, gdziekolwiek jesteś.
A Franciszek szukał do modlitwy
pięknych łąk i innych ustronnych
miejsc na łonie natury.
Ale, po co w ogóle mielibyśmy
się o coś modlić? Czy nie lepiej
po prostu żyć i świadomie istnieć?
Rabbi Nachman z Bracławia
napisał, że nad targowiskiem
życia istnieje niebo. Wystarczy
spojrzeć w górę, żeby je zobaczyć.
Za chwilę nie będzie już
sprzedających i kupujących,
koni, straganów, ani wozów,
zysku ani straty, a niebo
będzie istniało. A inny chasydzki
mistrz pyta, dlaczego człowiek
chce zasłonić niebo swą małą
dłonią.
Ale jest też gorzkie świadectwo
Edelmana, który chciał ocalić
godność człowieka w płonącym
getcie i jakimś cudem (lub
przypadkiem) przeżył. "Tam w górze
nikogo nie ma, a człowiek jest zły."
A jeśli to cud, że przeżył, to może
po to, aby istniało i takie
świadectwo? ;-)
Z pewnego punktu widzenia
nie ma znaczenia, czy niebo jest
pełne, czy puste, czy życie ma
jakikolwiek sens, a człowiek jest
dobry, czy wszystko dzieje się
w sposób naturalny, czy istnieją
cuda. I tak możemy albo żyć
dalej, albo się zabić. Większość
ludzi dopóki życie ich nie przygnie,
nie złamie lub nie zmiażdży,
chciałoby żyć jak najdłużej
opóźniając moment odejścia.
Wystarczy spojrzeć na
zabiedzonych i okrutnie
doświadczonych przez
los i choroby starych ludzi.
Kiedyś w autobusie siedział
na przeciwko mnie staruszek,
który wglądał jak bezradne i
przerażone dziecko.
- Dlaczego muszę umrzeć? -
pytał.
- Dlaczego muszę jeszcze żyć
i cierpieć? -
Wróciłby chętnie na łono
matki, która rodząc wydała
go na śmierć. Chciałem go
pogłaskać po twarzy, ale nagle
znikł. Żyjemy i nic nie możemy
na to poradzić.
Czasem uważa się, że
medytacja jest czymś bardziej
racjonalnym niż modlitwa. Ale,
czy tak naprawdę jest?
Ocalała treść rozmów pasażerów
pewnego samolotu, który zaczął
nagle tracić wysokość. W przerażeniu
jedni żegnali się we łzach z rodziną
lub próbowali pocieszyć najbliższych,
inni modlili się do Boga, a pewien
buddysta zachwycał się pięknem
obłoków za oknem samolotu.
Niczym się nie różnimy od
pasażerów tego samolotu. U kresu
czeka nas zagłada...I jak na dłoni
widać, że łudzimy się myśląc,
że cokolwiek możemy ocalić.
Stosunkowo najwięcej sensu ma
jeszcze troska o innych, ale
modlitwa i medytacja wydają się
absurdalne...Jednak ta troska
też jest złudna. Nie wiadomo, jak
długo przetrwa więź umarłego
z żyjącymi (skoro tego pierwszego
już fizycznie nie ma), ani czy
możliwe jest jakiekolwiek
pocieszenie...Zachwyt nad
obłokami wydaje się być w tej
sytuacji przeżyciem z pogranicza
psychozy. Oznacza bowiem
odrealnienie...
Żyjemy jedynie złudzeniem
wolności, które z rzeczywistą
wolnością ma tyle wspólnego, co
konanie liścia z wiatrem, który nim
miota. Poeta napisał, że lecący
nad oceanem liść jest wolny i
nie troszczy się o to, gdzie
upadnie. To dość miłe złudzenie.
W świecie biologii jesteśmy
jedynie organizmami, a w świecie
społecznym - niewolnikami. Kiedy
urządzenie, którym jesteśmy
popsuje się i ostatecznie wyłączy,
na nic nam się nie przyda myśl,
że istnieją nieskończone życie
i kosmiczna energia. Życia nie
tylko nie da się ocalić, ale nawet
wyrazić w języku, który nie byłby
bełkotliwy.
Jak postaci z mistycznej
przypowieści chcemy otworzyć
bramę, ale łamie nam się
przerdzewiały klucz, albo czekamy,
aż nam otworzą, a nikt się nie zjawia.
Po co chcemy gdzieś wchodzić,
kiedy żadnej bramy nie ma?
A to, z czego wychodzimy nie
było może niczym więcej niż
marzeniem sennym...


oj Nazumi - trudno widze intelektualiscie przyjac do wiadomosci, ze nie umieramy.
OdpowiedzUsuńA juz nazywanie smierci zagładą jest chowaniem glowy w piasek.
Od Nauki, a konkretnie od Einstein'a wiemy juz ponad 100 lat, ze fizyczne cialo samo soba nie kieruje.
Świadomość czlowieka istnieje poza fizycznym cialem.
Świadomość wiec nie umiera wraz ze smiercia fizycznego ciala czlowieka.
Świadomość o wszystkim czego dokonalismy w zyciu zabieramy ze soba, gdy odchodzimy po smierci do swiata, gdzie zyja dusze.
Fakt, ze staruszek, o ktorym powyzej wspomniales o tym nie wie jest klęską Nauki nazwanej Filozofią.
To co naprawde przyda sie czlowiekowi jak żyć, Filozofia nie naucza.
Zamiast cieszyc sie kazda chwila zycia w tym teraz wcieleniu, ten staruszek jest pokonany, przycisniety do gleby.
Tak wyglada świat, w ktorym pozwalamy aby siły ciemności kierowaly intelektem ludzi podobno inteligentnych.
Gdy wiesz kim jestes, gdy wiesz kim jest Twoj Ojciec - kazdego dnia chodzisz z wysoko podniesionym czolem, wyprostowany.
zapoznaj sie ponownie z Listem do Rzymian
List do Rzymian, 8 - Bíblia Católica Online
"Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało; ci zaś, którzy żyją według Ducha - do tego, czego chce Duch."
"Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała - będziecie żyli."
"Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi."
"Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale."
Pieknie czyta sie Slowo Boze.
Logiczne wywody intelektualne nt. zycia prowadza natomiast do depresji, do checi odebrania sobie zycia.
Tylko kierujacy sie logika intelektualista napisze: Życia nie tylko nie da się ocalić, ale nawet wyrazić w języku, który nie byłby bełkotliwy.
Wystarczy zajrzec do Pisma, czyli do Biblii aby w pieknych slowach dowiedziec sie jak żyć, czym w ogole jest zycie, nawet w 44 miejscach Biblia zacheca: Radujcie sie
w zadnym miejscu w Biblii nie nawoluje sie do zmartwienia,
nasze serce powinno radowac sie codziennie.
Przypomne jeszcze raz, gdy jest sie synem Bożym, gdy dajemy sie prowadzic Duchowi Świętemu - wtedy nie umieramy, wtedy zyjemy wiecznie.
Ten staruszek może nigdy nawet nie słyszał o filozofii i trudno byłoby go posądzić o jakieś logiczne wywody. Raczej tylko czuł, że śmierć pozbawi go wszystkiego tego, co zna ...Danek, czasem cieszę się, że się ze mną nie zgadzasz i krytykujesz :-) Co prawda wiedziałbym chyba, co Ci odpowiedzieć, ale rezygnuję z tego, bo wolę wczuć się w Twój punkt widzenia i spojrzeć na świat oczami Twej wiary.
UsuńMoże tylko powiem coś o dwóch użytych przeze mnie słowach - "zagłada" i "bełkotliwy."
W pewnym sensie, to co zaistniało nie może przestać istnieć. Na przykład, kiedy na Lunie poznałem Ciebie, to nie stanie się tak nagle, że cię nie poznałem, nawet, gdybym dzisiaj rano umarł. Dotyczy to też całego naszego życia. W jakiejś chwili zakończy się ono, ale choć nigdzie nie zostało zapisane, istniało. Z tego punktu widzenia śmierć nie jest ostateczną zagładą...Inna metafora, jaką się posłużyłem usiłuje wyrazić ostateczną niewyrażalność życia. Kto wie, czy puchacz lub słowik nie wyrażają lepiej życia niż Platon, czy Szekspir.
Nazumi, wg wiedzy jaka czlowiek zdobyl dokonujac soul regression work, czyli dokonujac regresji duszy w inne, przeszle zycia - wiemy, ze zycie duszy poprzez kolejne wcielenia jest ciagloscia zdobywania dosciadczenia, zaawansowywania sie duszy na coraz wyzszy poziom.
UsuńNie cofamy sie wiec - idziemy do przodu w rozwoju duszy.
Napisales: "W jakiejś chwili zakończy się (to obecne zycie) ono, ale choć nigdzie nie zostało zapisane, istniało.
Jak najbardziej wszystko, czego doswiadcza dusza w kazdym wcieleniu w fizyczne cialo - wszystko zostaje zapisane. Jest to proces zaawansowywania sie duszy na coraz wyzszy poziom.
Skoro powstrzymujesz sie od ustosunkowania sie do mojej wypowiedzi to ja jeszcze głębiej wejde w ten temat.
Insynuujesz niejako, ze Filozofia powinna byc logiczna, gdyby staruszek cokolwiek wiedzial o Filozofii na pewno jego wywody byloby "logiczne"
Czyli Filozofia kwestionuje to co poprzez Swoje Słowo mowi do nas Bog Ojciec.
2 Corinthians 5:7 For we walk by faith, not by sight. czyli po polsku - idziemy poprzez zycie z wiarą a nie wg tego co widzimy czy co logicznie wydedykujemy.
Jesli wiec cos logicznie Tobie wychodzi, np ze juz z Twoim zyciem jest koniec, to znaczy, ze to sily ciemnosci podszeptuja Tobie, ze juz jestes pokonany.
Bog czyli Jezus powiada: Isaiah 53:5
poprzez pregi na moim ciele zostajesz uzdrowiony.
Jesli wierzysz, ze w imie Jezusa Chrystusa zostajesz uzdrowiony poprzez pregi, ktore dostal Jezus na swoim ciele - gdy stoisz na Slowie Bozym, deklarujesz uzdrowienie - z punktu widzenia fizycznego nie ma to sensu.
Jednak mamy isc przez zycie nie wg tego co postrzegamy naszymi zmyslami - mamy iść przez zycie korzystajac z tego co wiemy z Bozego Słowa.
Co do staruszka, to nie znał on pewnie żadnej filozofii...Filozofia jest rodzajem wiedzy, która opiera się na racjonalnym myśleniu, ale to nie znaczy, że poza jego granice nie wykracza. Ja nigdy nie uważałem filozofii za naukę, za co nawet kilka dni temu mocno oberwałem od jakiegoś zarozumialca w necie. Tak więc przypisujesz mi pogląd, którego ja sam nie uznaję za słuszny. :-)
UsuńTobie to się układa w taki ciąg: logika (myślenie racjonalne) - sceptycyzm - niewiara. Ale je nie jestem sceptykiem.
UsuńJa też lubię stare kościoły z powodów, które opisałeś, ale nie szukam w nich Boga. Co nie znaczy, że go nie spotykam gdzie indziej, ale tylko gdy jestem sam, a nie w tłumie...
OdpowiedzUsuńCzas upływa szybko, a doświadczenie zdobywamy długo...