Kwestia metafizyczna, albo odjeście Mesjasza


   
     Tzyfordeusz Migocki siedział na krześle
w pustym pokoju.  Pokój nie był zbyt 
przytulny, ponieważ miał okna z czterech
stron i przewiewał przez niego wiatr.   
A w dodatku okna nie domykały się. 
A mimo to Izolda odwiedzała go, kładli się 
na podłodze i tulili do siebie jak zabiedzone
koty.  
     Izolda była praczką. Jej dłonie były 
szorstkie i Tzyfordeusz nie bardzo lubił,
kiedy go nimi dotykała.  A ona, czując to,
wyciągała je przed siebie (najpierw musiała
się podnieść) i mówiła, że są toporne i za
duże. 
     - Ty to masz przepiękne dłonie. Powinieneś
grać. - dodawała.
     - Ach, przecież fortepian wyrzuciłem przez
okno i wpadł do stawu.  Grają na nim teraz
karpie...Może to i lepiej, bo po co poświęcać
się sztuce? - 
      Około dwunastej zjawiał się w pokoju
duch Alfreda. Oboje zastanawiali się, kim
on dla nich jest.  Duch zabierał im bowiem 
jedyne krzesło. Siedział na nim rozparty 
jak ropucha i prosił Izoldę, aby recytowała 
mu poezję. 
     - A może być moja? - pytała dziewczyna. 
     Alfred kręcił trochę nosem i przekomarzał
się z komarem, ale zawsze w końcu pacnął
go gazetą i zapadała śmiertelna cisza. A wtedy
Izolda zawieszała nad sceną linę i chodząc
po niej (pokój miał wysoki sufit) recytowała
swój ostatni utwór. Na przykład taki jak
ten:

     "Nie możesz dociec, czym jest pranie
obsobaczonej bielizny Jaśnie Pana? A zatem
wyjaśnię ci. Nie o to chodzi, że pan nie 
trzyma moczu.  To czysta metafizyka 
para-egzystencjalna!   Jeśli próbujesz 
zrozumieć, czym jest magiel, nie jakaś idea
magla, ale magiel rzeczywisty, ukształtowany
historycznie jako instytucja społeczna
i religijna, musisz najpierw obejrzeć z uwagą 
dłonie praczki. Tam jest wypisane wszystko!"

    Duch Alfreda zwykle protestował.
    - To nie poezja, tylko jakaś agitka!  Nie
stać cię na wymyślenie czegoś innego?
Zapłacę ci i będę międlił twoje piersi przez
całą noc, a potem zabijesz mnie cycem! 
Twoje ciało pachnie mydłem do prania. - 
    Tzyfordeusz zawsze stawał w obronie
kobiety:
    - Gdyby nie to, że jesteś tylko duchem,
wyżąłbym cię za opowiadanie takich głupot.
Przeproś panią, ty podlecu! -
    - A z jakiej racji? - niecierpliwił się
Duch. - W moich czasach to było normalne! -
    Ale Tzyfordeusz wpadał w szał:
    - Piesek! - wrzeszczał, a wtedy Duch nagle
pokorniał i zmieniał się w malutkiego 
pieska. Łasił się i wywracał łapkami do 
góry, skomląc o wybaczenie.
    - Mam za miękie serce! - żalił się
Tzyfordeusz. - Powinienem powiesić go
jak psa, a wiadomo, że tego nie zrobię. - 
    - Masz za miękkie serce! - powtarzała
Praczka - Powinieneś powiesić go jak psa,
a wiadomo, że tego nie zrobisz. Jeszcze
podetrzesz kanalię! - 
    - Tego nie mówiłem! - irytował się
mężczyzna. 
    - Ale ja to dodałam!  Nie chcesz mu 
wylizać hemoroidów? - 
    - Raczej nie. Z uwagi na możliwą 
obecność nicieni. Kiedy robiłeś badania? - 
    - Za życia...Po śmierci się nie badałem. - 
    - Duchy tego nie mają. Tzyfku, musimy
koniecznie strącić go z krzesła, o ile ponownie 
na nie wejdzie. Będzie to z jego strony 
czysta uzurpacja i trzeba będzie zastosować 
casus belli. - 
    - Znałem jedną Bellę. Pięknie grała na
fortepianie.  A może to był ten skurwysyn
klawesyn, bo brzęczał jak rozjuszony 
szerszeń. - ucieszył się Alfred. 
    - Jak usiądzie na krześle, to pas będzie
w robocie.  Wierz mi Izoldo, że ja też
nienawidzę tych darmozjadów.  Ale póki co
nie mam wyjścia - muszę wyjść!  - 
    - Tylko się nigdzie nie włócz! - 
    - A ty nie przyprawiaj mi rogów! -
    - A jak miałabym to niby zrobić?...
Przecież on nie ma...ciała. - 
    - Platonicznie!  Pokaże ci jakąś bieliznę
i ze smutkiem zauważy, że już nie jest
biała, a ty skoczysz po balię i mu wypierzesz. 
A wtedy on powie: "Jest nieskazitelnie
biała, ale poczekajmy aż się zeschnie!" 
Myślisz, że nie wiem, po co jest ta lina? - 
    - Dziękuję ci, że mnie przestrzegłeś.
Jak tylko wspomni o bieliźnie, dostanie w
mordę!  Wracaj niebawem... -
    - Długo nie zabawię! - 
    - A ty się już nie czołgaj po tej podłodze. 
Odpowiedz mi na proste pytanie: Dlaczego
raczej istnieje coś niż nic? - 
    - Chyba jestem głąbem...Ale nijak nie 
mogę znaleźć zadowalającej odpowiedzi. 
Skąd tobie, prostej, że tak powiem 
kobiecinie, przyszło to do głowy? -
    - To bardzo proste, Alfredzie. W kroku
spodni pewnego filozofa znalazłam 
przyklejoną pomiętą kartkę z tym 
pytaniem. - 
    - Ale ja jestem tylko prostym duchem.
Co ja tam wiem? - 
    - Wiesz wszystko, Alfredzie. Od początku
zorientowałam się Kim Jesteś.  Ty Jesteś
Alfą i Omegą, Królem Królów i Zwycięskim
Lwem.  A ja jestem służebnica twoja Izold
Jasnowłosa! -
    - Przecież jesteś bruneta! - 
    - Ale nie dla ciebie. Jestem Twą 
Oblubienicą, a Ty mym Szafarzem. - 
    - Nie widzę tu żadnej szafy. Zresztą i tak
bym sam nie przesunął. - 
    - Nie udawaj, Mój Najdroższy! -
    - A Tzyfordeusz? - 
    - Dla mnie on jest teraz nieistotny! 
To osioł! - 

    Migocki przyszedł dopiero rano, bo
trochę zapił z kolegami z sądu, a potem
grali w karty. 
    - Mam dla ciebie zagadkę. - powiedział.
- Wyjaśnij mi pojęcie meta-chmury!
Ale nie możesz przekroczyć trzydziestu 
znaków. Pisz! - 
    - Nie każ mi teraz zajmować się takimi
głupotami!  Czy nie widzisz, co się stało?
Nie słyszałeś jakiegoś dziwnego hałasu 
wchodząc do tej komnaty? - 
   -  No faktycznie coś słyszałem i jakoś
nie mogłem się tu zmieścić. - 
   -  Bo masz poroże! - 
   -  Zdradziłaś mnie z tym eunuchem? -
   -  Alfred jest inteligentniejszy niż ty.
Wyobraź sobie, że wie, dlaczego raczej
istnieje coś niż nic. Tylko dusi to w sobie! 
Za chwilę usiądzie na twoim tronie, to
jest na tym krześle...Musisz go z niego
strącić, o ile jesteś mężczyzną!  Walcz o 
mnie! -
    - Ale, co ty masz na głowie? -
    - Uwiłam sobie wianek ze stokrotek
i żmijek zygzakowatych. W nocy była
burza, ale pewnie ją przespałeś. -
     - Zabiłbym go już dawno, ale to
przecież tylko Duch!  Jak on z tobą
kopulował?  Ma jakieś czułki, albo 
wypustki? -
     - Jesteś przyziemny i żałosny! - 
     - A w ogóle, to gdzie on teraz jest? -

    Zaczęli szukać Alfreda i stało się
to głównym zajęciem ich życia. Ale
ten definitywnie zniknął. Postanowili
więc, że do momentu odnalezienia go
krzesło pozostanie puste... 


 



 



    






     






   
    




 

Komentarze

  1. Dziś się poprawię :) Dobrej nocy życzę i niech mocy nie ubywa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i dzisiaj, może nawet jeszcze mocniej niż wczoraj :-)

      Usuń
  2. Serdeczny uścisk dłoni znaczy czasem wiele :-)...Ale można chyba tak ścisnąć, że i oczy wyjdą na wierzch...;-) Trudno zdefiniować istnienie. Jedni uważają, że nie ma tego, co nie istnieje, a inni, że coś nieistniejącego istnieć może, bo istnieje zarówno byt jak i niebyt.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty