Ukryty plan i zapobiegliwość Pana Morsa (opowieść angielska)


       - Ciszej, ciszej dzieci! - wołała, ale
dzieci nie słuchały ciotki Eleonory. 
Jonathan tarmosił za uszy rudego spaniela 
o dumnym imieniu Tarkwiniusz, a Klara
dawała lanie swojej malutkiej lalce 
Elizabeth. Nie przeszkadzało im to 
walczyć ze sobą i obrzucać się czułymi
wyzwiskami. Jednak wszystko to
skończyło się, kiedy do pokoju wszedł 
Pan Mors.  Dzieci wstały z posadzki i 
stanęły przed nim na baczność, a pies
podkulił ogon i wyszedł.
    - Tak powinno być! - pochwalił - Jeśli
nie będziecie posłuszne, zachorujecie, 
prawda Księżno? -
    - Ach, niech Pan nawet tak nie mówi,
drogi Panie Mors. - upomniała go ciotka 
Eleonora. 
    - Niestety, to prawda. Jest Pani jeszcze
zbyt młoda, żeby to pojąć...Jeśli nie 
będziecie posłuszne, zachorujecie 
i umrzecie, jak dzieci hrabiego Howarda,
którymi miałem przyjemność się opiekować
i udzielać im nauk. Gdyby tylko chciały ich
słuchać. -  
    Ciotka odprawiła dzieci, zbliżyła się do
Pana Morsa i popatrzyła mu prosto w oczy. 
    - Lubi Pan straszyć! - powiedziała. - Już
samym swoim widokiem straszy Pan, jak
te morsy na lodowej pustyni. - 
    - Przestrzegam Panią przed zbytnią 
poufałością. Jesteś Pani blondynką, ale
to nie znaczy, że brakuje Ci rozsądku. - 
    Mówiąc to przyciągnął do siebie nagle
dziewczynę i pocałował mocno w usta, 
a potem wpił się w nie jak wygłodniała 
pijawka. 
    - Fe! - ofuknęła go ciotka Eleonora, 
kiedy zwolnił uścisk i był w tym słowie
najwyższy wyraz moralnej repulsji.
    - Proszę na siebie uważać. - rzekł 
chłodno Pan Mors. - Z pewnością słyszała 
Pani o tym, co przydarzyło się nieszczęsnej 
hrabinie Cotton. Nie żyje biedaczka. -
    - Nie słyszałam, ale poinformuję o
pańskiej impertynencji Jego Książęcą
Mość. - 
    - Proszę koniecznie tak uczynić. - 
upewnił ją Pan Mors. 
    Ale nazajutrz, kiedy Książę powrócił
z polowania, uciął rozmowę z Eleonorą,
słowami, które wywołały w niej uczucie
pewnego zaniepokojenia. 
    - Pan Mors ma u mnie carte blanche. 
W żadnym razie nie należy mu się 
przeciwstawiać. Zasługuje na szacunek 
nie tylko ze względu na podeszły wiek 
- skończył niedawno czterdziestą jesień 
życia - i siwe włosy. Podobny jest do 
owych magów, których starożytni władcy 
słusznie się obawiali, choć jak każdy 
starzec bywa trochę uciążliwy dla 
otoczenia.
    - Ale on... -
    - Nudzisz mnie Pani tą niepotrzebną
konwersacjąZabraniam ci być dla niego
niemiłą. -  
    A kiedy przygnębiona wróciła do 
dzieci, zobaczyła, że są przerażone. 
Przez pewien czas nie mogła się 
zorientować w przyczynie tego stanu 
rzeczy, ale okazało się, że Tarkwiniusz 
zjadł coś pysznego i skonał w nocy w 
kąciku korytarza. Jakby tego było mało
Klara płakała i wskazywała dłonią na swój 
brzuszek. Potem wyjęła spod sukni  
Elizabeth. Biedna laleczka miała rozpruty 
brzuszek i wyciekała z niej jakaś limfa. -  
    - Ach! - wykrzyknęła Eleonora, ale    
w tym samym momencie do komnaty 
wtargnął Pan Mors. 
    - Jak słońce o wschodzie promieniejesz
Pani urodą, ale nie do twarzy ci z tą
ponurą miną. Chcesz mnie zabić wzrokiem 
jak meduza?  Ledwie Febus swym rydwanem 
przemknął przez niebo, a ty już pokryłaś
twarz kirem. Uśmiechnij się!  Czyż jest coś 
piękniejszego na tym świecie i milszego 
bogom i ludziom niż szczery, beztroski 
uśmiech?
    - To przechodzi ludzkie pojęcie. - 
wyszeptała dziewczyna. 
    - Zbladła Pani?...Tak bywa, kiedy ma się
coś na sumieniu, prawda?  Po pierwsze,
szanowna Pani, kundlom nie podaje się
słodkich ciasteczek, bo to może im 
zaszkodzić, a lalek nie bije się po pupie, 
bo mogą dostać przepukliny. Zgadzasz się
ze mną Jonathan?
    - Nie mógłbym bardziej. - zapewnił 
chłopiec rumieniąc się nieco.
    - To dobrze. Zatem dzisiaj skończy się
jedynie na kilku rózgach. Zapewne 
słyszeliście, że w Londynie szaleje ospa?  
Wczoraj zmarła Jej Wysokość Królowa Maria.
Widzę to przed oczami mej duszy, jakbym tam 
był. Grążę się cały w bólu, a me jestestwo 
przepełnia nieutulony żal. Wszelako pragnę 
zwrócić uwagę, że po wsiach w okolicy mrą 
chłopi. Nie interesuje cię to Pani?
    - Niezwykle, ale muszę wyszywać moją 
koronkę, a potem obiecałam księciu rozmowę 
na temat platońskiego "Fedona."
    - Nieśmiertelność duszy?...To niezły
temacik A nie ukłuj się Pani zbyt mocno 
w palec. Można sobie czasem zrobić ku 
ku! -  
    W komnacie zapadła grobowa cisza, a
w trzy miesiące później trumienki z ciałkami
dzieci Księżnej odprowadzono na pobliski
cmentarz. Jakie to szczęście, że tego nie
dożyła.   
    - Widzę, że jesteś markotny, Panie. -
zauważył Pan Mors. - Trzeba było się
zastanowić zanim przyjął mnie Pan na 
posadę...Ale pada deszcz ze śniegiem. 
Pozwoli Pan, że rozpostrę nad Panem 
mój czarny parasol. Podobno przynosi
szczęście! - 
    - Teraz, kiedy nie tylko ma małżonka,
ale i dziatki spoczywają w zimnym grobie
i nie zobaczą już nigdy słońca, me życie
utraciło sens. - wyznał Książę ze łzami
w oczach. - Po co mam jeszcze żyć? -
    - Ależ skąd!...Teraz dopiero się zacznie
Twój miodowy miesiąc, Panie.  Wiemy 
przecież, że Eleonora jest kotna. Na 
pewno powije godnego Ciebie potomka.        
Twoje latorośle były bardzo zepsute. Pan
Bóg widział to i postanowił je skarcić, 
jak wtedy, kiedy zesłał na ziemię potop...
A tego pewnie nie pamiętasz? "Ustały 
od łez oczy moje, wrą we mnie trzewia, 
wylewa się na ziemię moja wątroba, gdy 
złamana jest córka ludu mego, a dziecko 
i niemowlę mrą z głodu na ulicach miasta."  
Zaiste, małostkowy jesteś Panie i nie 
pojmujesz nieskończonej dobroci Bożej! 
Przecież nie na zawsze cię nęka, a odda
ci kiedyś w obfitości zmiłowań wszelakich. -
     Książę uklą przy trumnie, zdjął z 
nogi dziewczynki bucik i począł go 
całować. Pan Mors miał już w zanadrzu 
słowa, którymi pragnął zgromić ów obłęd,
ale rozszalała się gradowa burza. Książę  
wsparł się na jego ramieniu i dokończono
uroczystości żałobne, ale już bez muzyki,
bo wiatr wywiał wszystkich muzykusów. 
    Jeszcze tej samej nocy ciotka Eleonora
zakradła się do komnaty Pana Morsa
ukrywając pod suknią sztylet. Chciała go
zaskoczyć podczas snu. Ale ten udał 
jedynie, że śpi. 
    - Jakże ślepi bywają ludzie! - rzekł
wyjmując z jej dłoni oręż. - Mnie nie można
zabić. To ja przecież zabijam z woli Bożej
Jestem śmierciąJeśli chodzi o ciebie Pani, 
to Pan Bóg pragnie, abyś urodziła księciu
potomka i zmarła podczas połogu. Położą
ci na łonie brudną ścierkę. Wy, ludzie, nie
macie pojęcia o tym, czym są bakterie i
wirusy. Dopiero za jakie trzysta lat, może   
za niecałe, dowiecie się tego, ale rozumiesz 
chyba, że to nieco za późno. Twój syn 
zostanie wywyższony, ale podczas 
polowania spadnie z konia i nie dożyje
męskiego wieku. W ranę wda się gangrena. 
Nie lubię na takie rzeczy patrzeć, ale muszę
każdemu zamknąć oczy...A teraz uśmiechnij
się!  Masz jeszcze przed sobą siedem 
miesięcy życia i szczęśliwe macierzyństwo.    
Zobaczysz dzieciątko, które wyjdzie z twojego 
łona. Będzie to chłopiec. Według grafiku 
muszę zaraz potem być przy księciu, który
żałości obwiesi się na starym dębie, o ile 
oczywiście Pan mój nie zmieni swego planu.
    - Wolę oddać ci się teraz Panie, niż
dożyć takiego końca. - 
    - No dobrze. - zgodził się uprzejmie Pan 
Mors. - Przyznam się, że od dawna mam na 
ciebie chrapkę i dlatego wszystko to uknułem.  
Przelecę cię, a potem uduszę w chwili 
miłosnej ekstazy i wszystko będzie dobrze. -
    - A co na to twój zleceniodawca? -
    - Już za to bluźnierstwo powinnaś znaleźć
się w otchłaniach piekła, ale On jest miłosierny. 
Nie zorientuje się.  Codziennie w raju zjawiają
się nowe dusze i błądzą tam w błogiej 
szczęśliwości słuchając anielskiej muzyki. 
Jest pochłonięty miłością do nich. Zdarza mi 
się czasem trochę go oszukać w sprawozdaniu. 
Zapewne wie o tym, ale jestem mu potrzebny. - 
    - A jak się kapnie? - 
    - Pamiętaj, że próba zabójstwa funkcjonariusza
jest grzechem śmiertelnym i że jedynie pokora
może uratować cię przed płomieniami piekła. 
Jest tam takie jezioro, w którym dusze płoną.
Jak nic trafisz do niego i będziesz z nimi 
pospołu wyć z bólu przez całą wieczność. 
To trauma nawet dla stu najstarszych diabłów,
którzy muszą tego wysłuchiwać.  A ze mną  
możesz przeżyć chwilę niebiańskiej rozkoszy.  
Dlatego, zamiast wierzgać jak prosię na ołtarzu 
ofiarnym, pójdź jak owieczka do mego łoża...
I nie bądź głupsza od tego psiny. Nauczyłem go 
merdać ogonem tylko w lewo, albo tylko w 
prawo i doprowadziłem go do niejakiej kultury,  
ale zamiast mi za to podziękować obżera się 
ciasteczkami, a potem skomle. -        
    Mówiąc to Pan Mors założył białe rękawiczki. 
    - I nie przejmuj się, jeśli mój wyciek będzie
piekący jak smoła, a mój uścisk nieco zbyt
mocny.  Zresztą nawet tego po omacku nie 
zauważysz. - dodał. - Wybacz, rzęzi mi trochę 
w płucach. Przeziębiam się czasem. No i mogę 
być cokolwiek kościsty, ale moje piszczele  
wcale nie piszczą jak piszczałki w organach...
To przesądNie znacie jeszcze słowa empatia, 
to dopiero przed wami i dlatego mówicie, że
śmierć jest nielitościwa, a ja przecież lituję    
się nad wami...-  




   


  



  
   





   




 


     

 


 

 

 
     

    
   




 
  

Komentarze

  1. Niestety mnie się też tak wydaje...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ukryty plan ... dał mi dużo do myślenia . Pozdrawiam ciepłym uśmiechem :) pomimo zimnej niedzieli . Ale i tak pogoda łaskawie nam sprzyjała ... a każda pora ma swoje prawa i z nich korzysta . Zawsze czytam co pisze odziu i może to dziwne , ale się zgadzam z tym co pisze . Mogę być nawet posądzona o brak własnego zdania ... ale trudno . Niech podwieczorek przyjemnie łaskocze !:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, podwieczorek :-)...Nie wiem, czy pamiętam już, co to jest. Ja też zawsze z ciekawością czytam, co pisze Odziu i wcale się nie dziwię, ze Jesteś pod wrażeniem. :-)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty