Smętny los pewnej mary
Napisałem tu sporo krótkich opowieści
niesamowitych. Jedne dzieją się w Japonii,albo
w dawnych Chinach, inne w Anglii, we Francji,
w Prusach, w Rosji, na Podolu czy w Toskanii,
a nawet w Danii czasów Andersena. Widma
grają w nich po nocach na roztrojonych
klawikordach, drapieżne orchidee uśmiercają
swe ofiary w pałacowych cieplarniach, a szaleńcy
knują swe obłędne spiski. Wszystkie one za
chwilę przestaną istnieć i nikt nie pamięta o tym,
że je w ogóle pisałem. Trudno powiedzieć, żeby
na tym polegało szczęście autora...
Ale wczoraj w nocy, robiąc zdjęcia w
Łazienkach, uświadomiłem sobie nagle,
że jeszcze nie było żadnej polskiej opowieści.
Akcja "Umieracza", opowieści o człowieku, który
za odpowiednią kwotę godził się umrzeć za
zleceniodawcę, miała miejsce w Pradze czeskiej
w XIX wieku. Człowiek, który poprosił w sklepie,
aby wypatroszono go jak trofeum myśliwskie
a potem sprzedano, za co skrupulatnie
zapłacił, działał w Paryżu (zresztą ktoś potem
splagiatował ten mój pomysł).
Dobrze, niech zatem będzie i polska...
Jesteśmy w Łazienkach za obecności ostatniego
polskiego króla. Właśnie pewna dama oddaliła
się od swych towarzyszek i znikła wśród drzew.
A te, jak to kobiety z dobrego towarzystwa,
potraktowały to jako żart, kontynuując
konwersację.
- Widać księżna zapragnęła zrobić siusiu
przed Świątynią Dumania, kędy słowik słodko
kwili. Oby tylko desusów nie zgubiła. W
Paryżu ucięto by już jej za to głowę. -
- A może czeka tam na nią jaki Filon miły? -
- Podobno Katarzyna lubi Polaków i dlatego
nas rozbiera. -
- Sama też się chętnie rozbiera. -
W takich okolicznościach dama całkiem
przepadła i nikt nie próbował jej szukać.
Dopiero po trzech dniach królewski kamerdyner
odnalazł jej ciało w królewskiej sadzawce.
Kobieta była naga, a jej ciało oblepiały
wodorosty.
Na wieść o jej śmierci Król zafrasował się
nieco.
- U nas takie rzeczy nie bywają. - powiedział.
- Mamy już pewien trop, Wasza Wysokość. -
zauważył szef policji. Dla zachowania
dyskrecji chciał szepnąć coś monarsze na ucho,
jednak Stanisław August przyjął to z odrazą.
- Proszę kontynuować swe inwestygacje
i złożyć stosowny raport swoim bezpośrednim
przełożonym. - zadecydował.
W tej sytuacji los śledztwa był przesądzony.
Na balu powiedziano, że hrabina przeziębiła
się i przebywa w swym majątku w okolicach
Krzemieńca. Na następnym, że rozwinęło się
ostre zapalenie płuc i biedaczka nie żyje.
Jakkolwiek plotkowano też co nie co. Podobno
zanim wyjechała, widziano ją na mieście w
towarzystwie jakiegoś sędziwego Żyda,
który nie krył się ze swymi chęciami, a hrabina
czyniła mu awanse. Sprzeczano się jednak,
czy był to bankier, czy raczej cukiernik.
Nadeszło kolejne lato i wszyscy o niej
zapomnieli. I dopiero podczas jednej z
petersburskich białych nocy, spacerując nad
Newą, dyskretnie obserwowany były król
nieistniejącego już królestwa, przypomniał
sobie o jej istnieniu. Ale dlaczego w ogóle
ją pamiętał, trudno powiedzieć. Tyle przecież
spraw się wydarzyło - można powiedzieć
cała historia dumnego narodu. Może
Madame Czartoryska przedstawiła mu ją
i poznał ją osobiście...
Przechadzka dobiegała już końca, gdy
nagle powiał mocny wiatr. Król przymknął
na chwilę oczy i zapadł w rodzaj drzemki
znany każdemu, kogo los mocno zniechęcił
do życia. Szedł powoli nie otwierając oczu,
gdy nagle usłyszał obok siebie jakieś kroki.
Czyżby agent zaniepokoił się jego nietypowym
zachowaniem?
- To ja, hrabina Winoroślska z Winnicy,
ale tej drugiej, przypominasz sobie może moją
sprawę? -
- Tak, pamiętam. Wydałem odpowiednie
dyspozycje, ale sprawcy mordu nie
odnaleziono. Przykro mi ogromnie. -
- Ale ja wiem, kto mnie zabił. -
- Ach, hrabino, kto by się tym teraz
przejmował, szczególnie w moim stanie
zdrowia. A wiesz, że nie ma już Polski? -
- O tym jeszcze nie słyszałam. To
nawet zajmujące. Gdyby wiatr mi nie wiał tak
w uszy, chętnie posłuchałabym. Notre langue
manque d'un grand nombre de mots et de
phrases. -
- Niedługo umrę, czuję to. - rzekł Król.
- A skoro ty już nie żyjesz, nie sądzę, aby
mogło cię to naprawdę zainteresować.
Powiedz mi lepiej, dlaczego postanowiłaś
mi się ukazać. -
- Tego nie mogę ci powiedzieć. Pozostanie
to na zawsze tajemnicą. -
Nagle jakaś postać w szynelu woskowym
wyłoniła się z krzaków.
- Kim jest, że tak powiem, ta kobieta? -
spytała.
- To jakaś nieznajoma. Nie wiem, czy jest
na duszy zdrowa i wie, co mówi. -
- Mogę pokazać dokumenty. - powiedziała
hrabina.
- Nie ma potrzeby. Na pierwszy rzut oka
widać, że nie żyjesz. Niemniej muszę
sporządzić protokół...Byli królowie po swej
abdykacji nie powinni na naszym terytorium
utrzymywać podejrzanych kontaktów.
Proszę wyjawić pełne imię i nazwisko tej
mary. -
- Rad bym to był uczynił, ale nie pomnę
go już. To zamordowana... -
W tym samym momencie z zarośli
wyskoczyło trzech młodzieńców i obezwładniło
marę.
- Jest pani aresztowana. - zakomunikował
szpieg.
Mara poddała się procedurze, a tymczasem
król oddalił się. A niedługo potem zmarł.
Rzecz jasna naczelnik wiedział jak postępować
z nieżyjącymi. Nie ma sensu zamykać ich w
twierdzach lub zsyłać, bo potrafią przechodzić
przez ściany...Ale jest taki moment, zaraz
po aresztowaniu, w którym wydaje im się, że
są zwykłymi ludźmi. Trzeba wykorzystać ich
złudzenie i bezradność, i zdobyć jak najwięcej
cennych informacji. Zadanie nie jest łatwe,
albowiem widma nie czują fizycznego bólu.
Czują jednak wciąż jeszcze ból psychiczny
i trzeba tylko umiejętnie nastąpić im na
odcisk.
Któregoś poranka, kiedy widma zwykle
śpią po nieprzespanej nocy, do jej celi
wprowadzono jakąś osobę o zasłoniętej
twarzy. A kiedy twarz odsłonięto, okazało
się, że jest to twarz mordercy hrabiny.
- Zostawiam was samych. - poinformował
naczelnik - Widzę, że macie się ku sobie. -
Nieszczęsna Mara, czując, że to dla
niej jedyny ratunek - nie chciała bowiem
spędzić dnia ze swym gwałcicielem i
mordercą - obiecała, że wyzna wszystko
w najmniejszych nawet szczegółach.
Oczywiście nie można było od razu przystać
na jej prośbę, a właściwie błaganie. Musiała
jeszcze zmięknąć i odrobina psychicznej
tortury wydawała się niezbędna. Naczelnik
obserwował ją przez szparę judasza. Hrabina
skuliła się w kącie celi jak porażony wrzątkiem
pająk. A jej prześladowca, groźny naprawdę,
bowiem on też już nie żył, zdjął powoli
rękawiczki i zaczął rozprostowywać
nadgarstki. Dopiero, kiedy hrabina zaczęła
jęczeć jak chory w malignie, uwolniono
ją z opresji i przesłuchano.
Nie wiadomo do dzisiaj, po co komu była
potrzebna jej historia...A i ja nie wiem,
dlaczego ją opowiedziałem.
(zdjęcie i tekst nazumi13)



Alma
OdpowiedzUsuńTeraz to się zastanowię dwa razy zanim pójdę na spacer do Łazienek...!
;-)))
W łazienkach jest teraz bezpiecznie. Nawet w nocy :-) Jeżdżą tam stale strażnicy i nie spotyka się nikogo poza duchami, które są przyjazne ludziom...A co dopiero za dnia ;-))) Ale kiedyś było inaczej...
UsuńW trosce o samopoczucie czytelników wrażliwych na szczycie obrazka umieściłem kotka, a nie ducha i to on jest panem całej tej sytuacji. :-)
UsuńMam nadzieję, że nie wzniosłem się jeszcze na wyżyny opowieści z tabloidów ;-)...Godny współczucia mi się zawsze wydawał król Staś. Fajtłapa to dobre określenie. A poza tym opowieść jest nieco przewrotna. Ma być polska, a kończy się w Petersburgu. I myślę, że nikt raczej nie pisał o procedurach stosowanych w inwigilacji i inwestygacji zmarłych. A mnie zawsze interesuje to życie, którego już nie ma i które ma jedynie status widmowy - zabawne to (przynajmniej dla mnie), ale i smutne, zważywszy jego bliskość...Nawet Szekspir starał się opowiadać historie, których dobrze się słuchało. Wszystko zależy chyba od tego, jak się o czymś mówi.
OdpowiedzUsuńAlma
OdpowiedzUsuńUspokoiłeś mnie :-))
:-)
Usuń