Orfeusz i niezdiagnozowana choroba serca


      Smętny i wyjątkowo przykry dla 
mnie z wielu powodów dzień 
skończył się wcześniej niż myślałem.   
Wizyta u lekarza nie nastawiła mnie
zbyt optymistycznie do życia,
choć lekarz, skromna szara myszka, 
to życzliwa i mądra osoba i na pewno
nie chciała mnie martwić. Cichutko,
prawie szeptem, opowiedziała mi przy 
okazji o tym, jak niszczona jest służba 
zdrowia. 
    Wstrząśnięty też byłem tym, co mi 
opowiedział ktoś bliski. Dotyczyło to,
mówiąc najogólniej sytuacji w jego
pracy i upadku pewnych podstawowych
moralnych norm.  Udało mi się potem 
zdrzemnąć na pół godziny u mojej matki. 
Ale jak przeżyć całą resztę dnia?  Do 
lekarza musiałem wyruszyć o szóstej 
rano po nieprzespanej nocy, a czekał
mnie jeszcze długi dzień.
     Błąkałem się trochę wśród drzew, 
a w Instytucie Filozofii trafiłem na
wyprzedaż cennych książek, ale 
niestety mimo, że były wyjątkowo 
tanie, mogłem kupić tylko jedną
- tomik poezji Rilkego (z innymi 
utworami niż ten, który posiadałem). 
    Tłumacza, Artura Sandauera 
widziałem tylko raz w księgarni PiW-u. 
Byłem wtedy jeszcze bardzo młodym 
człowiekiem. Nie mam pojęcia 
dlaczego nie miałem tej książeczki.
     Oczywiście od razu "przypiąłem się"
do "Sonetów Orfeusza", które 
pochłaniałem po drodze."Niechże
poeta, niczym goszczący wśród cieni
Orfeusz, umie zawrzeć w swym 
spojrzeniu - obok życia - także 
"domieszkę i udział podziemi" -
napisał nieboszczyk Sandauer.     
To akurat jest mi bliskie - czuję, że 
nie można autentycznie cieszyć się 
życiem, nie widząc cienia śmierci. 
     U kresu tej smutnej całodziennej
tułaczki trafiłem do osoby, z którą
słucham czasem muzyki.  Ale dość
pogodna rozmowa zakończyła się
takim oto niespodziewanym zwrotem. 
"Ludzie w naszej kulturze uciekają
od myśli o śmierci. A to przecież
jest naturalne, że umieramy. Trzeba
to przyjąć ze spokojem i najlepiej,
jeśli stanie się to szybko." To wyznanie
było dla mnie nieoczekiwane, bowiem 
w rozmowie z tym znajomym
nigdy nie poruszam tematów 
egzystencjalnych, a nawet nie 
podejrzewałem go o podobną 
refleksyjność. 
     Przed dziesiątą wieczór dotarłem
w końcu do domu, położyłem się
na łóżku i włączyłem CD z piosenkami
Marie Laforet. Lubię ją i przynajmniej
część z jej piosenek, ale prawie  
wszystkie przespałem. To piękna 
i ciepła kobieta, ale przede wszystkim
miała znakomity głos i potrafiła w
nawet całkiem banalne piosenki (covery)
wnieść coś, co sprawia, że trudno je
zapomnieć. Zwykle nie słucham
muzyki wieczorem (nie chcąc 
stresować mych sąsiadek). Laforet 
śpiewała piosenki w wielu językach:
francuskim, angielskim, hiszpańskim, 
japońskim, włoskim - zawsze z ogromnym
wdziękiem, nawet utwory Stonesów,
Paula Simona, czy Dylana. Nie budzą we
mnie nostalgii, bo byłem zbyt młody, 
żeby ich kiedyś słuchać i poznałem
dopiero kilka lat temu.  
      Zdegustowany tym niepowodzeniem
włączyłem muzykę perską, która pozwoliła 
mi na chwilę zapomnieć o bólu fizycznym 
i egzystencjalnym.  Kupiłem ją kiedyś
tylko dlatego, że była bardzo tania 
i miała na okładce miniaturę perską, 
przedstawiającą lwie amory i wypisaną 
dumną nazwę wytwórni PERSEPOLIS  
(Jednak muzykę taką bardzo lubię, o 
czym tu kiedyś wspominałem).
     Ale co robić dalej?  Zasypiam zwykle
przed siódmą rano, a teraz bolą mnie
oczy. Wczoraj ktoś trochę molestował 
mnie przy piwie o napisanie krótkiego 
tekstu o "O gniewie" Seneki, ale nie mam
na to siły. Poza tym znalezienie jakiejś
książki w moim pokoju graniczy z 
niemożliwością, dlatego chciałem kupić
wybór jego tekstów z "Myśli i ludzi" za 
10 zł, żeby przypomnieć sobie ten utwór.
Ale zabrakło mi kilku złotych. Takie 
rzeczy stresują mnie nieskończenie
i trudno mi zachować stoicki spokój.
Zwłaszcza, że muszę jutro sprzedać
coś, aby zdobyć pieniądze na produkty
żywnościowe.  Bardzo tego nie lubię,
bo łatwo coś można sprzedać...ale w
Londynie. Nasz kapitalizm jest pod tym 
względem krańcowo nieludzki. 
     Reformują naukę ;-) W związku z tym
w mojej pracy było zebranie, na którym
nasz szef porównał sytuację instytutu
do "tonącej łódki - łupinki pośrodku 
wzburzonego przez tsunami oceanu" 
(całkiem niezła metafora) i zapowiedział, 
że nie kandyduje w następnych wyborach. 
Gdyby nie jego roztropność i umiejętność 
kontaktowania się z ludźmi, już dawno
by ta łupinka utonęła...A ja się 
zastanawiam, kto rządzi tym biednym 
krajem... 


(zdjęcie i tekst nazumi13)       























Komentarze

  1. Generalnie bardzo współczuję, ale w szczegółach... szef instytutu nie miał racji - "łupinki pośrodku
    wzburzonego przez tsunami oceanu". Cała idea tsunami polega na tym, że pośrodku oceanu jest to często niezaważalna fala i niczego nie wzburza. Cała moc eksploduje dopiero przy brzegu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak...Tak to jest czasem z uprawianiem poezji. Metafora w takim razie niezbyt udana, ale za to działanie skuteczne. :-)

      Usuń
  2. dzis - tragikomedia.
    Gdy|by ludzie z nauki rozpoczeli proces myslowy ich zycie od razu bylo|by mniej skomplikowane.
    Gdyby instytut filozofii znienił nazwę na ,,Najwspanialszy instytut Myśli Polskiej,, od razu granty posypały(by) sie bez liku.

    Katedry
    - polskiej walki o prawdziwe zdania z transparentow niesionych przez ONR .
    - Walki z komunizmem przez radykalne podziemie na Zolibozu
    - zlote zgloski poleglych w lotach panstwowych
    - rozmyslania prawicowych prawdziwych polakow
    czy a juści
    - meandry przemyslen szeregowych posłów o mordach zdradzieckich

    Portale ultraprawicowe wyniosly by wtedy swjego dziekana z mottem
    " bez polskosci nie ma niczego prócz nicosci "
    zas Nazumi jako opozycjonista zostałby zamknięty w wiezieniu za propagowanie muzyki nie zwiazanej z nurtem narodowym oraz umieszczony w szpitalu wieziennym nie wydając ani jednego szelaga zostałby (doprawdy prędko) do przyzwoitego zdrowia.
    Sa i minusy.
    Luna wtedy zostałaby opuszczoną. Czytelnicy w trwodze poszukujac tekstow chaotycznych z coraz wiekszym zdumieniem poczeli - by rozumieć ile znaczy brak opowiadan o duchach i myszach.
    na marginesie - | https://www.youtube.com/watch?v=JfMX-IHDN68 )

    Kończąc nieśpiesznie.
    - https://www.youtube.com/watch?v=MmtbHRsySZg

    - https://www.youtube.com/watch?v=Ns7v5Oe-TLI

    / https://www.youtube.com/watch?v=Ky6WSF6L92Q |

    Jak to za czasow minionych. Pięknie ponownie nie jest, ale przynajmniej poziom humoru na razie w normie.
    see Yo



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczucie humoru prawie zawsze się przydaje :-) ...Kto wie, może takie zmiany w duchu większej polskości jeszcze nastąpią i powstanie NIMP. ;-)

      Usuń
  3. Tak...Bardzo Ci współczuję...i chyba wiem, jakie to jest trudne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Alma
    Odziu, przyjmij, proszę, moje wyrazy współczucia.
    Bardzo, bardzo serdecznie Cię pozdrawiam.
    Alma

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobry wpis. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i cieszę się. Nie spodziewałem się, że ktoś go odnajdzie i przeczyta :-)

      Usuń
  6. Faktycznie czasami choroby serca potrafią pojawić się znikąd i nie dawały wcześniej żadnych oznak. Ja również staram się dbać o swoje zdrowie więc całkiem niedawno odbyłam profilaktyczną wizytę u kardiologa w https://cmp.med.pl/cmp-bialoleka/kardiolog/. Na całe szczęście wszystko wskazuje na to, że jest w porządku. Trzymaj się ciepło i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę i serdecznie pozdrawiam 🌷

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty