Niema opowieść

      
                         "Zawsze, kiedy usłyszę jakąś ciekawą historię
                                      albo wiersz, nieważne czy dotyczy to rośliny,
                                      ptaka czy owada, zapada mi on głęboko w 
                                      pamięć."
                                                  
                              (Sei Shonagon, Zapiski spod wezgłowia) 

       Pierwszy raz wspomniałem o Sei Shonagon
w jednej z moich książek ćwierć wieku temu,
a od kilku lat cieszę się z polskiego tłumaczenia.  
To jeden z moich ulubionych utworów i czasem
też i tu o nim wspominałem, przytaczając co
nieco. A ponieważ nie mogłem go ostatnio 
odnaleźć w stosach książek w moim pokoju 
(nie mogę za bardzo się schylać, czołgać, ani 
robić przekopów) kupiłem sobie niedawno na 
straganie drugi egzemplarz za całe 20 zł.    

    Nie wiem, czy moja historia będzie ciekawa
ani, czy byłaby dostatecznie zajmująca dla tej 
subtelnej damy, która sporo wiedziała o życiu,
ale nie potrafię jej nie opowiedzieć, choć 
zamierzam znacznie ją skrócić. 
    Siedziałem kiedyś na ławeczce w królewskim
parku, a w niewielkiej odległości ode mnie
przechadzał się gawron. Przekrzywiał główkę  
i zerkał na mnie kątem oka, ale nie płoszył
się. 
    Byłem tego dnia kompletnie załamany i 
nie czułem już nawet melancholii, a w dodatku 
było zimowe popołudnie, pora dnia i roku, w 
której nigdy nie siadałem na ławce.  Był lekki 
mróz, świeciło słońce, a przede mną defilowali 
co pewien czas roześmiani lub hałaśliwi ludzie. 
A wtedy gawron oddalał się na chwilę, ale 
potem zawsze wracał. 
    Było mi wszystko jedno, czy się przeziębię.
Najchętniej zamarzłbym na śmierć. Ale nawet
w takich chwilach człowiek nie zapomina 
o tym, że jest głodny.  Wyjąłem z kieszeni 
ciasteczko i wepchnąłem je do ust, ale 
kawałeczek się ukruszył.  Rzuciłem go więc
ptakowi.  Ale ten zbliżał się do okruszka 
i kiedy był już całkiem blisko nagle wycofywał. 
Wiele razy odtańczył przede mną ten taniec,
aż w końcu jakiś gołąb zabrał mu zdobycz. 
     Zaciekawiło mnie to na tyle, że wstałem
i zacząłem szukać drugiego ciasteczka.
Zamierzałem rzucić je trochę dalej, ale w
kieszeni natrafiłem tylko na coś twardego. 
Okazało się, że to orzech laskowy. Rzuciłem
go przed siebie, a gawron wznowił swój 
taniec. Na chwilę nawet pochwycił orzeszek 
w dziób, ale mu on wypadł i potoczył się
zbyt blisko mnie. 
    Jednak koniecznie chciałem się napić
ciepłej herbaty i zacząłem prawie biec w
stronę kawiarni.  Ale kiedy tam dobiegłem,
okazało się, że nie mam pieniędzy. 
    Kawiarnię prowadził pewien Sęp. 
Złapał mnie atak kaszlu, ale ponieważ nie
było ludzi Ptak powiedział uprzejmie, że 
to nic nie szkodzi. 
    - Przypomina mi pan mojego profesora
filozofii. Oczywiście nie wygląda pan...
Ale mimo wszystko, jest jakieś podobieństwo. 
Jeśli brakuje panu na herbatę, zaparzę
wrzątek i wypije go pan. Co by było, gdyby 
ludzie sobie wzajemnie nie pomagali. -
    - Ale pan nie jest człowiekiem. - wyrwało
mi się niepotrzebnie. 
    - Jestem bogiem, a raczej boginią - 
odrzekł poważnie Sęp.- Nazywam się
Nechbet i przeleciałam tu ze starożytnego
Egiptu. Jak się zapewne domyślasz, jestem 
nieśmiertelna. -
    - Nie chciałbym Cię urazić dostojna Pani,
ale nie orientuję się w kompetencjach 
poszczególnych bożków. Jeśli jesteś boginią, 
to po co ci znajomość filozofii? -
    - Wybaczam ci twą ignorancję. Jestem
naprawdę potężna, ale jak widzisz również
życzliwa ludziom...A filozofia?  No cóż,
ludzie to zabawne istoty! - 
    Podziękowałem za wodę, którą wypiłem
i miałem zamiar wyruszyć w dalszą drogę,
ale Bogini wstrzymała mnie stanowczym 
gestem. 
    - Smutno mi tak stać tutaj samotnie 
przy tym automacie do kawy. Zostań 
przynajmniej do zamknięcia. Dzisiaj na
pewno nikt nie przyjdzie. Nie słyszałeś, 
że ma być koniec świata? - 
    -  Przeczuwałem to! - 
    -  I nie myliłeś się. - 
    Usiadłem na krześle przy barze, ale
gdy tylko Sęp zaczął swą opowieść,
ogarnął mnie mrok.  Musiałem zapaść
w jakąś drzemkę, a kiedy się obudziłem,
zobaczyłem, że jest zupełnie ciemno.
Rzuciłem się więc do drzwi, ale były
zamknięte na kłódkę. 
    - Przykro mi. - powiedziała Bogini -    
Jesteś w Królestwie Ciemności i już
nigdy z niego nie wyjdziesz. - 
    - Ale ja muszę... - 
    - Ziemia już nie istnieje. Przespałeś
moment, kiedy oddalaliśmy się od
naszej galaktyki. -
    - Ale czuję się tu jak w grobowcu. 
Wypuść mnie, proszę! - błagałem.
    - Nie mogę tego uczynić. Moja moc
jest zbyt ograniczona.  Jestem tylko, jak 
raczyłeś zauważyć, podrzędnym 
bóstwem.  Ale włączę ci ekran. - 
     Na ekranie ukazały się najpierw
jakieś hieroglify, a potem zobaczyłem,
że siedzę na ławeczce, a przede mną
tańczy gawron. Co zbliży się do okruszka, 
to zaraz ucieka...
   













 






       








Komentarze

  1. Na Facebooku ktoś przeczytał...A tu żywego ducha (:

    OdpowiedzUsuń
  2. Alma
    Bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja bardzo się z tego cieszę :-)) ...Ostatnio mało kto mnie tutaj odwiedza.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty