Pajęczynowe pustkowie

  
      - Czy wiesz, dokąd idziemy? - spytał. 
   - Nie wiem, ale na pewno znajdziemy
     drogę...
        Ale jak tu znaleźć drogę na takim
     pustkowiu. Zgubić można się w lesie,
     ale nie na tych bezkresnych polach. 
     W którąkolwiek stronę się udasz
     odsłania się ten sam widok. I co z
     tego, że patrzysz w gwiazdy i 
     rozróżniasz strony świata. Nie ma 
     tu żadnej drogi. A nawet, jeśli jest,
     to u jej kresu jesteśmy już tylko 
     zasuszonymi strzępami, pokarmem
     dla mrówek i sępów.  Mrowi mnie,
     kiedy o tym myślę i jestem nieco
     zasępiony. 
    - Czy wobec tego, że nie widać
      drogi nie powinniśmy zrezygnować
      z refleksji egzystencjalnej?
    - Możemy, ale niewiele nam to da.
      Ale możemy też wspominać. 
      Pamiętasz, jak byliśmy dziećmi? 
      Mamy brały nas na ręce i kołysały 
      do snu. Moja miała trochę skrzekliwy
      głos. Nie lubiłem jak śpiewała. -   
      A ponieważ posucha przedłużała się
    postanowili czekać na deszcz. W 
    końcu spadł i można było chłeptać 
    wodę z kałuży, ale trzeba było 
    najpierw odgonić psy. Nigdzie
    nie było kamieni i nie mogli ich
    zabić. Jeden z nich odgryzł 
    starszemu ucho, a drugi 
    młodszemu prawą dłoń. Postanowili,
    że kiedy odnajdą drzewo, jego liśćmi
    opatrzą rany, zjedzą co delikatniejsze
    pędy, wypiją z nich soki, i schronią
    się przed słońcem w jego cieniu. 
    A może znajdą w zieleni jakieś larwy. 
    Ale drzewa nigdzie nie było! 
    - A więc to już koniec? -
    - Nasze położenie nie jest takie złe. 
    Przeszliśmy już tyle milionów kroków,
    że musi nas to gdzieś zaprowadzić. 
    Przecież urodziliśmy się. Musiało to
    mieć jakiś sens. A nawet, jeśli go    
    nie miało, możemy go życiu nadać. -
         W tym stanie ducha pomarli. 
    Jednak postanowili kontynuować 
    wędrówkę jako widma. Byli teraz w
    sytuacji dość komfortowej, ponieważ
    w najbliższej perspektywie nie groziła
    im śmierć. Nie potrzebowali też 
    pokarmu, ani wody i mogli uprawiać
    czystą filozofię. Toczyli ze sobą 
    nieustanne dysputy, żeby skrócić 
    sobie drogę, analizowali argument 
    i rozwijali wnioskowania. Co z tego, 
    kiedy wciąż nie mogli jej odnaleźć.  
    - A może w ogóle nie ma żadnej
    drogi? 
    - Jest, głęboko w to wierzę, tylko 
      musimy cierpliwie szukać. W tym
      pustkowiu poruszamy się jak
      we mgle. Zauważyłeś, że ostatnio 
      nie odnajdujemy już żadnych  
      szkieletów, a księżyc jest zawsze 
      w pełni, a nawet są dwa księżyce?  
      To dobry znak!  Żeby tylko tak nie
      bolało...Ale ból wzmacnia w nas
      pokorę. -  
         Nie zauważyli nawet, aż doszli do
    końca świata...A tam przywitał ich
    ogromny, włochaty pająk i zaraz 
    potem wpadli w czarną dziurę. Pająk
    powoli i systematycznie zabrał się    
    do dzieła, ale ponieważ nie mieli
    ciał, nie najadł się biedak. Wiedział,
    że nie znajdzie już nowych ofiar 
    swego kultu i postanowił zemrzeć w 
    kosmicznej pustce. Zjadł przedtem 
    trochę gwiezdnego popiołu i własną 
    pajęczynę, a potem przystąpił do 
    konsumpcji własnego ciała, a wtedy
    wszystkie gwiazdy pogasły i nastał
    wieczysty mrok...

  



 

Komentarze

  1. Dziękuję...Zniewolenie jest niestety głębokie, a ludzie nie są go najczęściej świadomi.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz