Dziennik, 17 września

              "I ci, którzy teraz kogoś wspominają,
         zostaną niedługo zapomniani"
           (Marek Aureliusz)


      Nie, nie myślę o Witkacym, ani o 
wkroczeniu wojsk sowieckich, ani o
niczym ważnym dla literatury lub 
kultury. Dzisiaj (piszę to w nocy) jest 
rocznica urodzin drugiego męża 
mojej matki, który zmarł osiemnaście 
lat temu. Te osiemnaście lat postrzegam 
jak krótką chwilę. 
    Pisałem już kiedyś o jego tragicznej 
śmierci i nie chcę do tego zdarzenia 
wracać, ani też zagłębiać się w matczyny 
smutek z powodu tego, że pewnie 
nikt nie wybierze się na Jego grób, bo 
Pan Karol wyjechał, a nikt już tam nie 
był od pół roku...  
   Na tym samym cmentarzu jest też inny
grób, którego nie odwiedzam. Dlatego 
omijam to miejsce...Zbyt bolesne budzi 
we mnie wspomnienia. 
   17 września urodziła się też B. Pamiętam,
że któregoś pogodnego letniego dnia 
siedzieliśmy na ławeczce w Alejach 
Ujazdowskich, kiedy nagle stanął przed nami 
z uśmiechem On. Trzymaliśmy się pewnie
za ręce, albo byliśmy wobec siebie czuli,
bo był wobec nas tak serdeczny i ciepły, że 
miałem wrażenie, że się zaraz rozpłynie. 
Jak zawsze, kiedy widział piękną kobietę,
był trochę zawstydzony, ale wiedział też, 
co należy powiedzieć i kiedy poszedł B. 
zauważyła, że "jest jeszcze całkiem do 
rzeczy."   
    Lubiliśmy z B. niekończące się spacery. 
Kiedyś w parku Hamstead Heath 
siedzieliśmy na ławeczce ukrytej wśród 
wysokich, spłowiałych traw. Księżyc był 
w pełni, a przed nami zjawiła się para 
srebrnych lisków. W L. jest dużo lisów, 
ale nie tak łatwo spotkać je w parze,
a szczególnie, kiedy są tak zakochane
i ufne. Dość długo pozostawały przy 
nas i nie oddalały się.  
    A któregoś zimowego wieczoru, kiedy
prószył księżyc, w śniegu widzieliśmy w
tym parku chyba ze sto malutkich 
króliczków, rozbieganych wesoło na
wszystkie strony. Nie byliśmy ani trochę 
nietrzeźwi. 
    Kiedy potem, po odejściu B. byłem w 
szpitalu, w którym leczono mnie z ciężkiej 
depresji (Pani Ordynator straszyła mnie,
że nie wyjdę stamtąd nigdy i nie 
wypuszczano mnie nawet do szpitalnego 
kiosku z gazetami z obawy, że mógłbym 
się zabić) podwoził tam matkę samochodem, 
jednak nie wchodził na górę. Nie chciał
podobno, żeby uwaga skupiała się na nim,
ale zawsze wypytywał jak się czuję.   
    Aż, dzięki mojej woli życia, nadszedł dzień, 
w którym opuściłem szpitalne więzienie 
i wsiadłem z nimi do samochodu. Nigdy nie 
zapomnę jego niezwykłej serdeczności i 
uśmiechu, jakim mnie obdarzył. Powiedział,
żebym się nie martwił, bo jeszcze będę żył 
i cieszył się życiem. (Są pewne chwile w 
życiu, które można nazwać jego momentami
zwrotnymi, a nawet i trwające jakiś czas epoki
zwrotu, które pozostawiają za sobą ęboki
ślad w naszej psyche). 
     W rok później umarł. Na dzień przed 
jego nieoczekiwaną śmiercią, którą chyba 
przeczuwał, bo był bardzo wylękniony 
i smutny, pocieszałem go mówiąc, że 
wszystko będzie dobrze...Pisałem już chyba,
że to jedyna konstatacja, która zawsze jest
prawdziwa. 
      Na tym samym cmentarzu jest też miejsce
wiecznego spoczynku innej bardzo bliskiej mi 
osoby - Mariana (Przełęckiego), wybitnego 
polskiego filozofa i logika, i niezwykle rozumnego 
i życzliwego człowieka, którego miałem 
szczęście poznać osobiście.  Choć nie wydaje 
mi się, aby zgodził się ze mną, że zajęty jest 
odpoczywaniem. W ścianie wmurowana jest 
urna z prochem, jaki pozostał po kremacji. 
      Mowy pogrzebowe pozostaną mi na zawsze
w pamięci. Była dosłownie garstka osób, ale
za to każdy chciał zaznaczyć swą obecność. 
Mówiono o tym, jak Zmarły znany i ceniony 
był na świecie i co po sobie pozostawił. Jedna  
z tych krasomówczych mów była jednak tak 
kuriozalna, że nie wspomnę tu o niej...Ale 
pięknie mówił Jego bratanek. W prosty, 
serdeczny, ludzki sposób...
     Pamiętam ten dzień także dlatego, że tego
dnia wiedziałem już, że Marzenka do mnie nie
przyjedzie...I że nie przyjedzie być może już 
nigdy.  Powiedziała mi przez telefon, że 
chciałaby umrzeć i że nie mogę jej w niczym 
pomóc. Był to chwilowy nastrój, ale nic tak
niestety nie determinuje naszych decyzji 
życiowych jak chwilowe nastroje. Ludzie chcą 
wydawać się sobie konsekwentnymi i nie chcą 
mieć poczucia winy z powodu błędów, jakie 
popełniają. Jednak w ten sposób skazują często 
na cierpienie nie tylko najbliższych, ale i siebie,
a najczęściej, jeśli w ogóle, zbyt późno to sobie  
uświadamiają. Piętrzą się tu jakieś mechanizmy 
obronne wzmocnione dodatkowo przez 
utwierdzanie się w przekonaniu o własnej 
nieomylności nawet wtedy, kiedy odruchowa 
decyzja nie jest aktem wolności,lecz wynika 
raczej z presji (często dość brutalnej) ze strony 
otoczenia.   
    Na moim dawnym blogu, gdzie pogrzebanych 
zostało na zawsze pięć tysięcy tekstów, 
wszyscy wiedzieli, kim dla mnie jest Marzenka 
i kim była Mitsuko. A pewien mój przyjaciel, 
znany malarz, spytał mnie nawet kiedyś, czy 
chcę nadal zajmować się poważną twórczością 
i publikować książki, czy wolę myśleć o swej 
Marzence?  Nigdy jednak nikt nie mówił tak 
ciepło i z taką sympatią o mojej miłości do niej. 
Z równą empatią zareagował na śmierć
Mitsuko. Pisał o niej tak, jakbym stracił 
najbliższą osobę. 
     Nie mogłem wtedy odwiedzić tamtych 
dwóch grobów, ponieważ towarzyszyła mi 
moja była żona i jakoś nie wypadało mi 
pozostawić ją samą na cmentarzu. 
     Profesor Wolniewicz, który kiedyś nie 
przyjął mnie do swego Zaadu filozofii 
religii (ach cóż to była za rozmowa!), 
z trudem, ale mnie sobie przypomniał...
Ale on jeden wygłosił wtedy mowę, której 
słowa brzmiały jak słowa serdecznego 
przyjaciela. Byli jeszcze m. in. profesorowie 
- Domański, Woleński z Krakowa i Jadacki, 
 i trochę habilitowanych. Profesor Domański 
(u którego zdawałem kiedyś egzamin doktorski 
z kultury i literatury starożytnej Grecji) 
dość uszczypliwie wypowiadał się w rozmowie 
z nami na temat Wolniewicza. Pogrzeby  
znanych ludzi są zwykle okazją do pewnych 
uszczypliwości. W końcu często spotyka się 
na nich ludzi, których dawno się nie widziało
i niekoniecznie chciałoby się spotkać.      
     Kiedy czasem o tych splotach różnych 
życiowych powikłań myślę, to przypominają 
mi się słowa "Piosenki dla zmarłej" 
Iwaszkiewicza...Życie jest zagmatwane, jak 
bluszcze, jak gąszcze, kwiaty cmentarniane. 
I "wszystko jest na chwilę"..."w wielkiej miłości 
poczęte. "I wszystko, choć bez sensu, lecz
bardzo jest święte."
     Profesor Przełęcki uwielbiał poezję 
Iwaszkiewicza. A do "Wiewiórki" (która  
beztrosko skakała po cmentarzu) napisał 
nawet krótki komentarz. I my z B. często 
fotografowaliśmy wiewiórki na londyńskich 
cmentarzach, ale nie takie jak nasze - rude, 
maleńkie i śliczne...Tłuste, wścibskie i 
szare, które wyjadały pokarm ze śmietników
i straszyły inne zwierzątka.  
     B. żartowała sobie jednak też często z
homoseksualizmu Pisarza, wyszukując z jego
opowiadań co bardziej dwuznaczne fragmenty 
o cytrynowych slipach jakiegoś przystojnego
młodzieńca, który, choć piękny i pełen życia, 
umierał przez złą kobietę...Chyba tylko Tołstoj 
bardziej zajmował jej uwagę, ale to dlatego, 
że był pełen chorobliwego, graniczącego z 
obsesją, poczucia winy wobec kobiet.
     Ale ja pamiętam z Tołstoja coś jeszcze
innego niż "Kareninę", czy "Sonatę 
Kreutzerowską", albo "Zmartwychwstanie." 
W dzienniku swym Tołstoj tak patrzy na kobietę...
Odwiedził ją Nieszczęśliwą, bo właśnie zmarł 
jej mąż (o ile mnie pamięć nie zawodzi - albo 
biedak umierał), a przedtem chyba padł chłopu 
jedyny koń i wszyscy byli głodni...W tym 
ogromie współczucia hrabia Tołstoj zauważa, 
że kobieta była jeszcze młoda i wyglądała jak 
dorodna samica...
     Żadnej innej książki nie czytałem chyba
tak długo i w różnych okresach życia, jak  
aśnie dzienników Tołstoja. Są tam rzeczy
zaskakujące i burzące wiele schematów,
a zarazem ukazujące czasem głupotę, błędy, 
a nawet szaleństwo tego mądrego i pełnego  
miłości człowieka. Zawsze zastanawiało mnie, 
jak to jest możliwe, że w jednym człowieku 
łączą się rzeczy tak ze sobą sprzeczne, 
ponieważ miałem uproszczony, stoicki pogląd 
na naturę i charaktery ludzi. Dzisiaj mnie już
to nie dziwi...
 
   
 

     

  




    
    

 
 







 
    

Komentarze

  1. Tak, w ludziach łącza się, czasami wydawałoby się wykluczające się nawzajem cechy;)). Taka sprzeczność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dość często tak jest. A Tołstoj mądrze pisał, że człowiek jest jak rzeka...czasem czysty, w innej chwili mętny, itd. Ale nawet w tej samej chwili życia człowiek bywa pełen sprzeczności.

      Usuń
    2. Czyści, a czasami mętni, dobrze napisane;))

      Usuń
    3. Tak...W końcu człowiek zmienia się, podlega różnym wpływom i presjom albo to, co podświadome wymyka się jego świadomej kontroli.

      Usuń
  2. W moim dzienniku pod datą 17 września - siedem lat temu ... też zamieściłam bardzo ważny wpis . Powitałam na tym świecie - mojego pierwszego wnuka . Wtedy udawałam , że się cieszę , ale dziś już nie udaję :) Wtedy sytuacja mnie przerosła ( albo ja do roli babki nie dorosłam ) Zapytam wprost ... jesteś dziadkiem ?:) proszę o szczerą odpowiedź . Niech noc w wygodnej pościeli :) dobry sen kołysze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem. Nie mam wnuków...Ale inni ich na szczęście mają :-)

      Usuń
    2. Znam nawet dziadka, który nie ma jeszcze trzydziestki. Życie płata różne figle, a z biologicznego punktu widzenia możliwe są takie rzeczy...W Indiach dziewczynka
      w wieku 9 lat może już być matką , a mając osiemnaście lat babką...Tak więc z samego
      wieku człowieka niekoniecznie wynika to, w jakiej roli się znajduje. Pozdrawiam
      serdecznie :-)

      Usuń
    3. Trochę dziwi mnie prośba o szczerą odpowiedź, bo co by tu człowiek miał niby zatajać? ;-)
      Dziadkowie są często dumni z tego, że są dziadkami :-)

      Usuń
  3. Dla mnie wspomnienia, zarówno bolesne jak i radosne, są także czymś w rodzaju autoterapii. To, co bolesne nie musi być ukrywane w grobowcu niepamięci, czy mówiąc inaczej wypierane, bo powróci w postaci zjaw i upiorów. A wspomnienia radosnych chwil, nawet jeśli po nich następuje tragiczny kres, dają poczucie, że nasze życie nie było całkiem bez sensu i nie upłynęło wyłącznie w mroku...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty