Ćma i duchy

       
    Wzięła do ręki nadpaloną ćmę i krusząc
ją włożyła do pudełeczka. Mama nie była z
tego zadowolona. 
     - Tak nie robimy! Ta ćma mogła przylecieć
z tamtego świata. To już lepiej, gdyby kot ją
zjadł. - 
     - A dlaczego się spopieliła? - 
     - Widzisz dziecko, nie miała w sobie tyle
rozsądku, żeby nie lecieć do światła. 
Uprzedzałam ją, a nawet próbowałam 
powstrzymać i ochronić, ale nie zdążyłam
zgasić świecy. - 
     - Bolało ją? - 
     - Myślę, że tak, chociaż owady nie są
chyba tak czułe jak ludzie. -
     - A mogę sobie zostawić pudełeczko? -
     - Nie nudź już!  Mamusia jest zmęczona. 
Jeśli nie wyrzucimy tego przeklętego pudełka 
może nas spotkać nieszczęście. A teraz kładź
się spać! - 
     Dziewczynka pomarudziła jeszcze trochę,
ale kiedy mama dała jej klapsa, położyła
się i zasnęła. Śniło jej się, że księżyc, 
całkiem podobny do tej ćmy - miał nawet
identyczne skrzydełka - spłonął nagle w
ogniu świecy i cały świat ogarnęła ciemność. 
     Mama pochodziła jeszcze po ogrodzie, bo
miała migrenę, jednak w końcu też udała się
na spoczynek. Długo nie mogła zasnąć, ale
przyśniło jej się, że jej córka zmieniła się
w gąsienicę, a potem w poczwarkę i w ćmę,
i że przelatując nad świecą spłonęła. 
Obudziła się przerażona i od razu pobiegła
do łóżeczka dziewczynki, nie wiedząc
kogo w nim zobaczy. Ale dziewczynka
słodko spała. Poszła więc podziękować
domowym duchom za jej ocalenie. 
      Najstarszy z duchów nie przyjął jednak
ofiary. 
      - Musisz mi przynieść pudełko z 
popiołem tej ćmy. W przeciwnym razie 
czeka cię nieszczęście. - 
      - Ale ja je już wyrzuciłam! - zawołała 
kobieta i zapłakała.
      - To przekonasz się, co się teraz stanie! -
powiedział groźnie duch. 
      Pobiegła więc znowu do pokoju 
córeczki, zobaczyć, czy nie dzieje się z
nią coś złego. Ale biegnąc przepoczwarzała
się w ćmę, taką samą, jak ta, która niedawno
spłonęła.  A kiedy dobiegła do łóżeczka
dziewczynki, rzuciła się, żeby ją ratować. 
Ale dziewczynka zapłonęła jak ogień
świecy, a wtedy jej żar pochłonął matkę. 
      Mówię o tym z pewnym smutkiem, 
choć nie znałem ich osobiście. Na pustkowiu
jest kurhan, gdzie pochowano ich szczątki,
a właściwie popioły. Jest w kształcie 
ozdobnego dziecięcego pudełka...
 
   


Komentarze

  1. Buddyści widzą jeszcze dwa problemy:
    lgnięcie do osób, które kochamy i podążanie
    za własnymi pragnieniami...Ale, choć wydaje
    im się, że Budda ich od tego uwolnił,
    ukazując właściwą postawę wobec życia, mnie
    się to wydaje dość wątpliwe...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze jak Cię czytam, to zacierają się mi granice tego co realne i nierealne;)) jeden świat przenika drugi i niewiadomo co jest jawa a co snem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak jest...nie tylko w moich opowieściach :-)

      Usuń
  3. Mnie bliższa jest kontemplacja niż działanie :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz