Noc bez duchów
Którejś nocy zastanawiałem się, o czym napisać.
Tyle razy już duchy grały w mych opowieściach
na roztrojonych klawikordach w świetle księżyca,
opowiadałem takie niestworzone rzeczy, po których
nawet ślad nie pozostanie...I właściwie prawie już
nie mam czytelników, choć miałem ich tysiące. Czy
chciałbym coś poważniejszego zakomunikować
innym?
Pewna staruszka zwykła zaczynać swe żale
od słów: "Chciałabym jeszcze raz zobaczyć
Wenecję...No, ale już na pewno nie zobaczę."
Zwykła też dodawać słowa: "Przed śmiercią."
Żartuję sobie czasem z tego i mówię: "Przed
śmiercią jeszcze pójdę do kiosku i kupię sobie
"Monstera", albo zjem miseczkę ryżu u
Wietnamczyka." (Choć on naprawdę jest
Chińczykiem - opowiadał mi o tym)...A mówiąc
trochę poważniej, nie byłem w Wenecji nawet
raz i musiałem zadowalać się londyńską mgłą.
"Na śliskim bruku w Londynie,
We mgle podksiężycowej białej,
Niejedna postać cię minie,
A ty ją wspomnisz struchlały."
Opowiadano mi jednak sporo o niej. A mój
brat był kilka razy trochę dłużej w Japonii
w sprawach biznesowych i poznał tam nawet
kogoś ;-) (Oczywiście wiem, że Wenecja nie
leży w Japonii, choć zapewne niejeden student
Harvardu tego nie wie).
Londyn wydawał mi się tak chłodny, że lubiłem
w nim tylko parki i cmentarze. Coś przerażającego
działo się w każdy piątek, kiedy ludzie kończyli
tydzień pracy i zaczynali szaleć, wydawać
pieniądze, pić w pubach i socjalizować się...
A w tym samym czasie tysiące ich znajomych
pragnęło tylko umrzeć...Jak Ian Curtis.
Ludzie kochają życie, ale zamiast się
nim cieszyć, używają go. Mój znajomy, młody
Polak, zatrudnił się jako sprzątacz w łaźni, bo
tam mógł spotkać wielu partnerów. Miał
biedak cukrzycę, a w dniu wypłaty przepuszczał
całą pensję i później jeździł po Londynie
rowerem i pożyczał od nas jakieś funty, żeby
przeżyć. Czasem coś wyłudzał z opieki społecznej.
Żeby wzmocnić swe doznania narkotyzował się
dość mocno i choć był fizycznie dość silny,
zdarzało się, że mdlał...
Ale wzruszył mnie młody kierowca, który
przejechał w zimowy wieczór kota. Zdjął z
siebie piękny sweter, zapłakał i okrył go z
wielką czułością...I kto wie, może tylko ta
czułość ma sens "przed śmiercią". I muzyka...
Chyba już tej nocy nie spotkam ducha. :-)
Ale tak bardzo się tym nie martwię...Choć może
rozczaruję czytelnika, który się zdematerializował.


Bardzo ciekawa opowieść. I jest pewnie tak, jak piszesz...
OdpowiedzUsuńTeraz ludzie chwalą się wyjazdami. Kupuję coś w warzywniaku, a tu sklepowa mówi, że leci na Majorkę, a pani klientka, że do Grecji ;-) Ja nie jadę nigdzie i po Polsce też nie podróżuję. Piękne jest Podlasie, to wiem, bo sporo tam spędziłem kiedyś czasu pod lasem...A nad morzem, czy w górach, gdzie też być lubiłem, raczej tylko w dzieciństwie.
Czasami się zastanawiam nad powiedzeniem: szczęśliwe życie. Szczęśliwe w jakim sensie? Co jest tym szczęściem i czy to szczęście każdy może przeżyć w podobny sposób, czy każdy szuka w nim czegoś innego.
OdpowiedzUsuńSzczęście, czyli jak rozumiem błogostan dla każdego człowieka może być inny i myślę, że szczęściem jest po prostu życie człowieka ze wszystkimi doświadczeniami, wzlotami i upadkami. Ale to jest tylko takie moje myślenie.
Czasem uważa się (od czasów Goethego mniej więcej), że szczęście to zadowolenie z własnego istnienia, więc może właśnie to masz na myśli? :-) Błogostan czy radość mogą być chwilowe...Ale w znaczeniu psychologicznym mówi się, że ktoś jest szczęśliwy, kiedy czuje radość...Pozdrawiam serdecznie :-)
Usuńwlasnie wrocilem z wspanialej, kilkudniowej wcieczki do Smokey Mountains w North Carolina i Tennessee.
OdpowiedzUsuńSzczęście to nie tylko kontemplacja przyrody, szczęściem jest tes przezywanie szczęścia z najblizszymi.
Bylem na wycieczce z moja mama.
Cieszyla sie jak dziecko wszystkim. Wlasnie napisala mnie na fb messenger, ze zaprasza mnie na lunch do siebie.
Ja ciesze sie kazdym dniem zycia.
Poprzez wiare deklaruje od razu z samego rana, ze cos dobrego dzisiaj mnie spotka.
Im wiecej oczekujemy czegos dobrego kazdego dnia tym mamy wieksza szanse, ze cos naprawde wspanialego nas dzisiaj spotka.
Tutaj dopiero jest 10:30 rano.
Wlasnie wstalem, jestem po sniadaniu.
Wieczorej ide na plaze podziwiac zachodzace slonce w tropikalnym morzu.
Życie w fizycznej inkarnacji, w fizycznym ciele to okazja do istnienia w tym pieknym fizycznym swiecie.
Ja w sposob swiadomy tym sie ciesze kazdego dnia :)