Nic ciekawego
.....................................................................................
Pharlap pewnie biega gdzieś z kangurami,
albo pływa w oceanie z rybami dwudysznymi,
więc chyba raczej tu się nie zjawi. Ale dzisiaj
myślałem trochę o nim słuchając oratorium
Alessandra Scarlattiego "La Giuditta"
(Judyta).
Stało się to zupełnie przypadkowo. Słuchałem
trochę wczesnobarokowej muzyki na teorban
i chciałem potem posłuchać czegoś wokalnego
z tej samej epoki. Miał to być Monteverdi,
albo Cavalli, ale ponieważ przez cały dzień
złe samopoczucie fizyczne walczyło we mnie
z depresją włączyłem CD, które leżało obok
tamtych. Scarlatti to już jednak inna epoka,
więc przez pewien czas byłem "Judytą"
zdegustowany...Aż tu nagle w części drugiej
usłyszałem, jak piękna i jak doskonale
wykonywana jest ta muzyka. (Bardzo ładne
głosy, a zespołem kierował Martin Gester,
który w swych wykonaniach wykazuje
sporo subtelnego umiaru).
Kiedyś kilka oratoriów Scarlattiego
zrobiło na mnie spore wrażenie, ale były też
takie, które podobały mi się mniej. Ale tu
są piękne kontemplacyjne arie z basso
continuo, w którym cudownie brzmi
wiolonczela...jest dramatyzm.
A kiedy popadłem w niejaki zachwyt,
który zawsze pomaga mi żyć, zajrzałem
do książeczki i odnalazłem w niej zdanie
mówiące o tym, że sam Alessandro uważał,
że jest to jego najlepsze oratorium.
Porównanie z późniejszą "Judytą
triumfującą" Vivaldiego nasuwa się samo...
Sam nie wiem, po co o tym piszę...Nie
dosłuchałem tego oratorium do końca, bo
musiałem zrobić mamie dość ciężkie zakupy.
(Były to jakieś worki mąki, cukru, soli,
ryżu i kartofli). Chciałem to zrobić jak
najwcześniej, ale po drodze spotkałem
dobrego znajomego, a ten opowiadał mi
o swoich sprawach, którymi interesuję się
od dawna, bo nie są to tylko jego prywatne
sprawy, ale także w jakimś stopniu publiczne,
ponieważ jest redaktorem znakomitego
czasopisma. (Nigdy w nim zresztą niczego
nie opublikowałem)
Staliśmy na ulicy jak zwykle dobrą godzinę.
A jego opowiadanie jak zawsze ostatnio
było dość dramatyczne w treści, choć
wypowiada się zwykle w sposób raczej mało
emocjonalny. Choć zdarzają się i określenia
mocniejsze, ale zawsze kulturalne, jak np.
"psychopata." Trudne to są sprawy, dlatego
słucham go zawsze uważnie...A jeszcze chyba
nie zdarzyło się, aby on zapytał o to, jak ja
się czuję.
To wystarczyło, abym został surowo
skarcony przez ciotkę (a właściwie kuzynkę),
że "mógłbym wcześniej przychodzić." To, że
dojazd w jedną stronę zajmuje mi czasem
ok. półtorej godziny (bez względu na to, kogo
po drodze spotkam ;-) zupełnie się nie liczy.
Rozmowa odbywała się w kuchni, ale na
szczęście nie straciłem głowy i nikt jej
nie niósł potem na tacy ;-)
Pharlap pewnie biega gdzieś z kangurami,
albo pływa w oceanie z rybami dwudysznymi,
więc chyba raczej tu się nie zjawi. Ale dzisiaj
myślałem trochę o nim słuchając oratorium
Alessandra Scarlattiego "La Giuditta"
(Judyta).
Stało się to zupełnie przypadkowo. Słuchałem
trochę wczesnobarokowej muzyki na teorban
i chciałem potem posłuchać czegoś wokalnego
z tej samej epoki. Miał to być Monteverdi,
albo Cavalli, ale ponieważ przez cały dzień
złe samopoczucie fizyczne walczyło we mnie
z depresją włączyłem CD, które leżało obok
tamtych. Scarlatti to już jednak inna epoka,
więc przez pewien czas byłem "Judytą"
zdegustowany...Aż tu nagle w części drugiej
usłyszałem, jak piękna i jak doskonale
wykonywana jest ta muzyka. (Bardzo ładne
głosy, a zespołem kierował Martin Gester,
który w swych wykonaniach wykazuje
sporo subtelnego umiaru).
Kiedyś kilka oratoriów Scarlattiego
zrobiło na mnie spore wrażenie, ale były też
takie, które podobały mi się mniej. Ale tu
są piękne kontemplacyjne arie z basso
continuo, w którym cudownie brzmi
wiolonczela...jest dramatyzm.
A kiedy popadłem w niejaki zachwyt,
który zawsze pomaga mi żyć, zajrzałem
do książeczki i odnalazłem w niej zdanie
mówiące o tym, że sam Alessandro uważał,
że jest to jego najlepsze oratorium.
Porównanie z późniejszą "Judytą
triumfującą" Vivaldiego nasuwa się samo...
Sam nie wiem, po co o tym piszę...Nie
dosłuchałem tego oratorium do końca, bo
musiałem zrobić mamie dość ciężkie zakupy.
(Były to jakieś worki mąki, cukru, soli,
ryżu i kartofli). Chciałem to zrobić jak
najwcześniej, ale po drodze spotkałem
dobrego znajomego, a ten opowiadał mi
o swoich sprawach, którymi interesuję się
od dawna, bo nie są to tylko jego prywatne
sprawy, ale także w jakimś stopniu publiczne,
ponieważ jest redaktorem znakomitego
czasopisma. (Nigdy w nim zresztą niczego
nie opublikowałem)
Staliśmy na ulicy jak zwykle dobrą godzinę.
A jego opowiadanie jak zawsze ostatnio
było dość dramatyczne w treści, choć
wypowiada się zwykle w sposób raczej mało
emocjonalny. Choć zdarzają się i określenia
mocniejsze, ale zawsze kulturalne, jak np.
"psychopata." Trudne to są sprawy, dlatego
słucham go zawsze uważnie...A jeszcze chyba
nie zdarzyło się, aby on zapytał o to, jak ja
się czuję.
To wystarczyło, abym został surowo
skarcony przez ciotkę (a właściwie kuzynkę),
że "mógłbym wcześniej przychodzić." To, że
dojazd w jedną stronę zajmuje mi czasem
ok. półtorej godziny (bez względu na to, kogo
po drodze spotkam ;-) zupełnie się nie liczy.
Rozmowa odbywała się w kuchni, ale na
szczęście nie straciłem głowy i nikt jej
nie niósł potem na tacy ;-)


Nazumi,
OdpowiedzUsuńposluchaj chociaz raz rady od czlowieka z Florydy.
Depresja dla Mystyka jest jak najbardziej uleczalnym stanem umyslu.
Wystarczy tylko swoim wlasnym umyslem przenieść świadomość z depresji na wlasny srodek ciala, tzw z japonskiego Hara line, jest to miejsce, ktorym biegnie zyciodajna energia.
Depresja tez jest energią, istnieje ta energia depresji ok 12 centymetrow na prawo lub na lewo od Twojego fizycznego ciala.
Gdy koncentrujesz swoja wlasna świadomość na tej energii depresji, robisz ja wieksza niz jest.
Pochlanie Ciebie.
Gdy w sposob swiadomy przeniesiesz swoja świadomość do centrum swojego wlasnego ciala, w miejsce gdzie pzebiega Hara line, natychmiast otrzymujesz wiecej zyciodajnej energii swojego wlasnego ducha.
Pokonujesz w ten sposob depresje swoja wlasna świadomością.
hara line przebiega od czakry Twojej wlasnej duszy czyli z miejsca ok 12 cm ponad Twoja glowa, hara line biegnie az do pierwszej czakry, root chakra tlumaczona przez google jako chakra korzenia.
Zapraszam Ciebie do tego cwiczenia wlasnej świadomości.
Depresja stanie sie w Twoim zyciu przeszloscia :)
przypomne jak mocna jest Hara line.
Gdy rozbija japonczyk stos cegiel uderzeniem wlasnej gołej reki, korzysta wtedy z czystej energii wlasnego ducha poprzez Hara line.
Energia Twojego ducha/Twojej duszy jest ogromna.
Danek, dziękuję :-) Wbrew pozorom czasami człowieka z Florydy słucham...Wiem, że ta hara ma spore znaczenie przy popełnianiu samobójstwa przez rozcinanie brzucha. Kiedy robi się to w sposób umiejętny, może być rzekomo prawie bezbolesne...
UsuńBardzo dziękuję za dobre myśli.
OdpowiedzUsuńKangury i ryby dwudyszne - tą ostatnią pozycją muszę się zainteresować gdyż ja już ledwo dyszę.
Natomiast na muzycznym froncie - od kilku dni prześladuje mnie utwór gruzińskiego kompozytora - Giya Kancheli - Styks - https://www.youtube.com/watch?v=wJQ750WlHkc
Pozdrawiam
Na szczęście te ryby istnieją od tysięcy, czy nawet milionów lat, więc i Ty możesz mieć długie życie. :-) Chętnie posłucham Kanchelego. Dotąd znałem tylko jeden jego utwór...zresztą ciekawy. A dodatkowo zainteresował mnie tytuł...I ja Cię serdecznie pozdrawiam.
UsuńCo nieciekawe dla Ciebie :) to może zaciekawić nas .odziu ma rację nam czasami brakuje grubej skóry :( Tylko gdzie taką skórę zamówić ? :) Jutro idę na przyjęcie rodzinne i nie mam co na siebie włożyć . Albo za dużo i problem . Niby dużo , ale takie fifroki , że szok :( Może do rana coś wymyślę ... albo pożyczę od córki . Niech nocka wygodny sen pościele :)
OdpowiedzUsuńChyba zamówić nie jest łatwo :-))...Dziękuję Ci za miłe słowa. I życzę Ci tego samego :-)
Usuńja to tesknie za nuda .. co wlacze net albo news to nudno nie jest :(
OdpowiedzUsuńCodzienna nuda .. i byle co jest cudna !
Spokojnego weekendu
Agnieszka
Dziękuję Agnieszko...Rzeczywiście czasem dobrze jest się trochę ponudzić. :-)
Usuń