Umrzeć we dwoje (Niezaczęta opowieść)
Nikogo się już dzisiaj nie spodziewam,
więc nie wiem, dla kogo miałbym snuć
swą opowieść. Może jedynie dla duchów.
Nie chcę mówić o tym z jakąś goryczą,
ale wstydzę się trochę za tych, którzy
moich utworów już nie czytają...
Sam czytam teraz "Uczennicę" Osamu
Dazai. Świetna rzecz...Ale ze smutkiem myślę
o tych kochankach, które popełniały z
nim samobójstwo i podczas gdy on przeżył
(umarł dopiero za piątym razem) odchodziły
z tego świata. I zastanawiam się, jak można
komuś tak namieszać w głowie i wciągnąć
w szaleństwo. Ale także trochę nad tym,
czy potrafię, mimo wszystkich pisarskich
subtelności, podziwiać tego człowieka,
choć oczywiście jest to jakiś rodzaj
choroby...Nie do napiętnowania.
Obsesje i urojenia, ani nawet rozpacz
nie mogą być przenoszone na najbliższych,
którzy nam zaufali. Dobrze, jeśli jakiś rodzaj
współczucia i troski o drugą osobę jednak
istnieje. I choć pięknie jest czasem zabić się
z miłości, ważniejsza jest dobroć i poczucie
wartości życia. Ale niestety cierpienie życia
bywa tak wielkie, że śmierć może wydawać
się wybawieniem, a miłość bliska jest psychozie...
Wiem o tym, bo sam miałem takie myśli
(uczucia, wyobrażenia i idee) w głowie i nie
pamiętam, czy to ja, czy bliska mi osoba,
mówiła kiedyś, że chciałaby się ze mną zabić.
Chyba nawet ona...W śmierci nikt by nas nie
rozdzielił, a nasze uczucie zachowałoby swą
czystość.
Jest też na Luniemigotliwej mój tekst o
dwóch dziewczynkach, które umarły razem
z miłości. To autentyczna historia, która
wydarzyła się nie tak dawno w Polsce. Zabiły
się razem w lesie i gazety to potem opisywały.
Wiele o tym myślałem i wczułem się w ich
przeżycia, które bardzo mnie poruszały i
były mi chyba, mimo różnicy płci i wieku, bliskie.
Musiały się ze swą miłością ukrywać i czuły się
prześladowane.
Ale...powtarzanie tego samego z inną osobą
wygląda już na jakiś ponury rytuał.
Przypomniał mi się w związku z tym dość
okrutny dowcip:
- Dlaczego Japończycy tak chętnie
popełniają sepuku? -
- Bo pokazują w ten sposób swoje wnętrze. -
Dziwi mnie trochę, że w znanych mi notkach
poświęconych twórczości tego pisarza nikt
nie podnosi tego tematu. Bardziej rozumiem
już motywy samobójstwa Państwa Goebbelsów,
choć powinni może oszczędzić dzieci.
W sferze idei, a nie tylko obsesji i poczucia
winy, trudno jest wspólną śmierć traktować
tak samo jak pragnienia życia dla siebie w
miłości. Inaczej jest oczywiście, kiedy
kochankowie cierpią lub przeżywają
piekło (np. podczas wojny lub w niewoli) i
śmierć wydaje im się czymś szczęśliwszym niż
dalsze życie.
Napisałem kiedyś na Luniemigotliwej
opowieść o takim podwójnym samobójstwie
we dwoje, ale trudno ją chyba będzie
w chmurze odnaleźć. (Taki jest zresztą
los moich utworów). Nie pamiętam jej
już niestety, ale zdaje się, że mieli umrzeć
oboje, a tymczasem on przeżył. (Wtedy
jeszcze nic nie słyszałem o Osamie Dazai,
ale wydarzyło się to w Japonii i nad samym
morzem).
A nowej już chyba nie zacznę...


Nazumi, temat samobojstwa w ogole nie istnieje w mojej swiadomosci.
OdpowiedzUsuńTrudno wiec mnie jest czytac Twoje prace na ten temat.
Zycie jest tak cudowne, dokkola sama radosc istnienia.
Kwiaty kwitna, motyle z kwiatka na kwiatek, wszedzie zielomo.
Ludzie tez ci ktorych znam ciesza sie zyciem.
Wczoraj zasmucilem sie podczas przedstawienia w Holy Land, Orlando, odtwarzano tam epizod, gdy king David wydal rozkaz porzucenia podczas walki na pewne zabicie jednego ze swoich generalow, meza Bashiby.
Bashiba nawet o tym nie wiedziala, byla szczesliwa, ze biorac ja za zone David uratowal ja od bycia wdową.
Przez caly rok po tym wydarzeniu David nie mogl sie z tego pozbierac.
Pod koniec zycia, gdy ujawnil swoja tajemnice Bashibie oraz swojemu synowi Salomon, w ten sposob zrzucil z siebie te ogromne jarzmo zycia w tajemnicy.
Ludzie maja ogromne ciezary w zyciu.
Ja na szczescie zyje sobie na luzie, zadnych wiekszych problemow, dlatego temat samobojstwa nie istnieje w noim systemie wartosci.
To dobrze i nie musi istnieć :-) Cieszę się, że masz dobre życie i tyle entuzjazmu. To bardzo cenne...
UsuńMasz widać zdrową i harmonijną psychikę i sporo hartu ducha. :-) Nie zawsze chyba równie łatwo się podnieść. Czasami rzeczywistość w okół nas zagęszcza się i nie mamy już czym oddychać, jak ryby wyrzucone na piasek...Nie pamiętam tytułów 5000 tysięcy tekstów pogrzebanych tam zapewne już na zawsze. A trudno oczekiwać, aby ktoś inny pamiętał...Czy warto było pisać tyle tekstów, które po prostu znikną? ...A tych nowych też prawie nikt nie czyta. (: Za cokolwiek w życiu się brałem zawsze kończyło się w taki sposób. A mimo to kocham życie, choć perspektywy na najbliższą przyszłość są raczej ponure i na pewno nikomu nie życzyłbym podobnego losu...Samobójstwo we dwoje to rzecz szczególna. Przypominają mi się Romeo i Julia. Bo przecież w miłości gotowi jesteśmy oddać życie dla drugiej osoby i nie chcemy też żyć bez niej. Ale wszystko, co piękne ma swą patologię jak widać na przykładzie tego nieszczęsnego japońskiego pisarza i jego ofiar...
OdpowiedzUsuńZapomniałem powiedzieć, że bardzo dobrze scharakteryzowałeś stan psychiczny osoby, która odbiera sobie życie...
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci za podnoszące na duchu słowa. :-) ...Wiem, że Jesteś zajęty i masz sporo pracy.
OdpowiedzUsuń