Przedostatni wywiad z nazumim13


   Chloe:  - Ostatni wywiad z Tobą ukazał się
na naszej stronie i w naszym piśmie chyba ze 
dwa lata temu, i jest już niedostępny. Pora 
zatem na przedostatni...Co autor powie 
naszym Czytelniczkom, anielicom i wiedźmom? -   
   Nazumi13: - Że mam pewnie o dwa lata więcej. -
   Chloe: - Choć nie jest to wcale pewne. 
W pewnym  wieku mężczyznom ubywa lat i 
zachowują się jak chłopcy. Podobno rozpaczasz, 
że Twoje teksty znikły z netu. - 
   Nazumi13:  - Ostatnie wiadomości nie są 
najlepsze i być może w ogóle się tu nie pojawią. - 
   Chloe: - Byłaby to ogromna strata. Także dla
mnie osobiście. - 
   Dafne: - Nie przesadzaj!  Śledziłaś jego blog    
przez osiem lat?  Czytałaś te wyznania miłosne
i zaproszenia na spotkania?  Teraz już nikt go
nie zaprasza. - 
   Chloe: - Mam inną wiedzę na ten temat. Ale
Mistrz nie zawsze jest chętny... -
   Dafne: - Zapytaj go, dlaczego jeszcze się nie
zabił, ani nie zapił. - 
   Chloe:  - Przepraszam Nazumi, coś jej odbiło!  
Widać nadal wywołujesz dość gwałtowne emocje. 
Zatem o czym chciałbyś dzisiaj mówić? - 
    Nazumi13: - A jeśli nie mam żadnej potrzeby 
mówienia o czymkolwiek? - 
    Chloe:  - Nie płacimy ci za wywiad, ale jednak
jest on bardzo przez wszystkie oczekiwany, żeby 
nie powiedzieć pożądany.  Może byś powiedział 
coś chociaż przez grzeczność. - 
    Nazumi13: - Dziwna pogoda. Nie wziąłem
parasola, a tu deszcz, a potem słońce świeci tak
mocno, że szkoda gadać. I może dlatego... - 
    Dafne: - I to ma być mądre?  "Ludzie mówią, 
że pada, zamiast cieszyć się spadającymi 
kroplami deszczu."
    Chloe: - Jak się nie zamkniesz, to... -
    Dafne: - Zamknę się! - 
    Chloe: - Grzeczna dziewczynka! - 
    Dafne: - Grzeszna dziewczynka? - 
    Chloe: - Dlaczego szkoda gadać Maestro? - 
    Nazumi13:  -  Bo i tak nic się nie powie. -
    Chloe: -  Z twoimi ideami? Z wyobraźnią?
Tak zupełnie nic?  Chciałeś powiedzieć, że nie
wiadomo jak się ubrać na taką pogodę? -
     Nazumi13:   - I tak samo jest być może z 
życiem...Kiedyś w dusznym autobusie, u szczytu 
upalnego lata pewna starsza kobieta ubrana w 
ciężkie futro zadała mi dwa pytania, które 
dobrze zapamiętałem: 1) Czy dzisiaj jest 
poniedziałek, czy wtorek?, 2) Czy dzisiaj jest 
lato, czy zima? 
     Powiedziałem, że jest poniedziałek i lato, ale
rozumiesz chyba, że na te pytania nie ma
zadowalającej odpowiedzi. Kohelet powiada:
"Po to stworzył Pan Bóg i ten i tamten dzień, 
aby człowiek nie mógł dociec, co będzie jutro."
    Dafne:   -  Dobra, dobra!  Skończ już z tą
sofistyką.  Co będzie jutro może nie wiemy, ale
doskonale wiemy, co jest dzisiaj. - 
    Chloe: - Mylisz się. - 
    Nazumi13:  - Kiedy byłem o połowę młodszy
pojechałem do puszczy badać życie mrówek. 
Był maj i któregoś dnia wyszedłem jak zwykle 
w samej koszulce do lasu na cały dzień, wchodząc
głęboko w zieleń...Ale pogoda nagle zmieniła się
i zaczął padać śnieg. "Nic dziwnego. Zimna Zośka!"
powiedział wieśniak, który uratował mi życie
zapraszając do domu i częstując nalewką na świeżych
pędach sosny.  Ale Zosia nie była jeszcze wtedy
zimna i dopiero w parę lat później widziałem,
jak przed pogrzebem ktoś nakłada jej na usta 
szminkę i pudruje twarz. Nigdy tego nie zapomnę! - 
    Chloe: - A co ty robiłeś w tym lesie?  Naczytałeś
się Thoreau?  Czy może tego Belga od pszczółek? - 
    Dafne: - To brzmi jak obelga. Pewnie chciał 
spotkać jakąś nimfę. -
    Nazumi13:  - Pojechałem tam, żeby kontemplować
słowa wypowiedziane przez wielkiego pisarza: 
"Nie ma nadziei a żyć trzeba i to długo." Przypomniał
mi je Lew Szestow...byłem jak to się teraz mówi w 
depresji. -
    Dafne: - Załapałeś doła? O kurde, domorosły 
intelektualista jakiś, czy co!  Kokietujesz nas Nazumi. - 
    Chloe:  -  I uważasz te słowa za nadal ważne? -
    Naumi13:  - Chyba już jakoś nie. Owszem, pierwsza
część zdania jest nie do podważenia, ale druga...Długo
już raczej człowiek nie pożyje!  Więc może są powody 
do optymizmu. Ale wołałbym jakieś inne. - 
    Chloe: - Przeżyłeś zawód miłosny? -
    Nazumi13:  -  Dopiero później...Jeśli można to 
nazwać zawodem. Chyba jednak nie można po tylu
latach... -
    Dafne: - Krzyczeć ze szczęścia w niebogłosy, 
a potem tonąć w rozpaczy? - 
    Chloe: - Mówiłam ci, żebyś się zamknęła. -
    Dafne: - Wziął wszystko na klatę ze stoickim 
spokojem. - 
    Nazumi13:  - Stoicyzm to nie taka łatwa rzecz. 
Znałem w życiu kilku stoików, ale to jest naprawdę
bardzo rzadkie. Spokój i pogoda ducha są dla 
ludzi wielkiego ducha. - 
    Dafne:  -  A jak przyjąłeś jej okaleczenia i próby
samobójcze? - 
    Chloe: - Nie plotkuj! - 
    Nazumi13: - Prób samobójczych nie było. Kiedy
chciała mnie przestraszyć, to udawała, że dostała
zawału podczas kąpieli i musiałem ją wyciągać z
wanny. (To działało, bo nasza wspólna znajoma tak 
właśnie zakończyła życie)  Albo szła pijana i w 
koszulce nocnej do Araba, który z wielkim nożem 
w ręku próbował mnie wyprosić z baru.  Albo kładła 
się w nocy w parku półnaga i udając nieprzytomną, 
czekała aż strażnicy z ogromnymi brytanami 
odprowadzą ją do domu. Albo odwiedzała swego 
znajomego schizofrenika, który powiedział policji, 
że jest Bogiem i bobbies złamali mu nogę, bo ich 
wnerwił!  Albo mówiła, że znalazła na ulicy haszysz  
i musiała go przez przypadek połknąć. - 
    Chloe: - ...Dobrze, zmieniamy temat!  Czytelniczki
chcą wiedzieć, jaka jest twoja ulubiona potrawa? - 
    Nazumi13: - Nie mam pojęcia! - 
    Dafne: - A co najchętniej jadłeś u niej? -
    Nazumi13: - Potrawkę. - 
    Dafne:  - A pamiętasz może, jaką? -
    Nazumi:  - Salmona, to jest łososia z brokułami 
i z brązowym ryżem...i z hinduskimi przyprawami. 
Kiedyś popłakała się i łzy zaczęły jej płynąć do 
talerza. "To ja ci zrobiłem potrawkę" - żaliła się. 
Dlatego tak bliskie są mi słowa chińskiego poety:
"Kiedy jesteś z kobietą uśmiechaj się i niech
ona mówi." 
     Chloe:  - Pisał przecież, że to był cały rytuał. 
Najpierw jechała do sieciowego sklepu w godzinach
wyprzedaży produktów, a potem wracała objuczona
torbami (pomagał jej czasem) i rozpakowując je
mówiła: "Po co przepłacać!  Ci Angole to idioci!"
Około dwunastej w nocy obiad był już gotowy,
a ona przebierała się w ekscytującą czarną sukienkę,
gasiła światło i zapalała świece. - 
     Dafne: - Ładnie to się tak z kogoś po latach 
wyśmiewać! ...I pewnie mówił do niej: "Kocham Cię,
moja śliczna blondyneczko!" 
     Nazumi: - Mogłem mówić coś podobnego, ale na
pewno nie używałem słowa blondyneczka. - 
     Dafne: - Kłamał? -
     Chloe: - Kochał ją, to pewne! - 
     Dafne: - A poza tym coś jeszcze wtedy robiłeś 
w życiu? -
     Nazumi13: - Próbowałem pisać. - 
     Chloe:  - Przynosiła mu rano papier maszynowy
i eleganckie wieczne pióro i mówiła: "No to 
zostawiam cię w pokoju, będziesz sobie przez cały 
dzień pisał, mój ty Poeto, a ja zrobię nam obiad..."
     Dafne: - Widzisz... - 
     Chloe: - Ale po piętnastu minutach wchodziła
i pytała, czy mu nie przeszkadza i czy już dużo 
napisał...I dodawała, że właściwie trochę się nudzi. - 
     Dafne: - Urocza!...I jak tu takiej nie kochać? - 
     Chloe:  - No nie wiem...Kiedy pierwszy raz do
niej przyleciał, upiła się i w metrze błagała go, 
oczywiście po angielsku, żeby ją zabił. Robiła to 
tak sugestywnie, że wszyscy mieli głęboko zatroskane
miny. A kiedy odwoziła go na lotnisko, oznajmiła, że 
będzie mu lizać buty, żeby tylko został.  Publiczność
przyjęła to entuzjastycznie: "Wsadź jej!" wołali. 
Kiedy ją porzucił zadzwoniła do niego i puściła mu
w słuchawkę telefoniczną lament Dydony. Długo 
jeszcze byli potem razem. - 
     Dafne: - Czy to prawda, że była taka ładna? - 
     Nazumi13: - Mam chyba powiedzieć "Była piękna...
I piękna była jej miłość do mnie."  
     Chloe: - Bo była...
     Dafne:  - Nazumi, nie myśl, że jestem taka złośliwa. 
Na swój sposób cię lubię.  Jesteś taki niezaradny! 
Kobieta łatwo może się poczuć potrzebna! - 
     Nazumi13:  - Gdyby tylko było wiadomo, czy 
dzisiaj jest lato, czy zima... - 
     Chloe: - Ale tego nikt nie wie. Nazumi...dziękuję! 
Myślę, że Czytelniczki będą, może nie tyle zachwycone, 
co zaciekawione tym, co tu, może nie sam, ale z naszą
pomocą, powiedziałeś. Życie prywatne wybitnych
twórców bywa interesujące. Dziękuję zatem, że 
uchyliłeś rąbka tajemnicy sprzed lat. -
     Dafne: -  Zabiłeś ją?...To, co Nazumi, my idziemy 
na kawę, a ona wraca do swojego redaktorka. - 
     Naumi13:  - To drugie nie ulega raczej 
wątpliwości. -  
      Dafne: - Jak zawsze sceptyk! - 



 
    


    

   






      

Komentarze

  1. :)-)) jestem okrutnie zaciekawiona:-)))
    Wywiad przeprowadzony z klasą i profesjonalnie;))

    OdpowiedzUsuń
  2. A to i ja zabawię się trochę dziennikarkę:
    Jak dzisiaj się czujesz i jak ze zdrowiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, teraz trochę lepiej :-) Mam chwilowo jakiś przypływ energii, ale nie wiem jak długo to potrwa...Może dłużej niż do południa. Ostatnio, kiedy czuję się trochę lepiej, to zaczyna mnie to niepokoić i oczekuję, że nagle mnie coś łupnie. Za oknem mam jakiś smętny widok, jakby zbierało się na deszcz. Ale ptaki latają w najlepsze...

      Usuń
    2. To chwilo trwaj i energia niech nie opuszcza:)) słońce by się przydało, żeby się trochę podładować...
      A ten Twój wywiad dostępny? Bo trochę mnie nie było i zastanawiam się co mogło mi jeszcze umknąć;)

      Usuń
    3. Chwilowo niedostępny...Ale mam nadzieję, że uda mi się go ściągnąć. :-) Straszna burza :-) Dla rolnictwa to na pewno dobre...

      Usuń
    4. A u mnie akurat słonecznie;))
      To będę oczekiwać na dostępność filmu jak tak.

      Usuń
  3. Uwarunkowań nie da się czasami pokonać, choć popełniamy też i błędy. Na ogół nikt nie jest całkowicie panem własnego losu...Depresja i alkohol prowadzą czasem do ogromnej destrukcji. Mnie z bliską osobą udało się tę jej destrukcję pokonać, ale dzięki pomocy lekarzy i terapii behawioralnej. Jednak jeden z tych lekarzy powiedział, że gdyby nie miłość ze strony najbliższej osoby, czyli gdyby nie moja miłość (i pewna konsekwencja w działaniu), to nie mogłoby się to udać. Tak więc moje uczucie nie okazało się daremne...Warto oczywiście pamiętać, że choroba alkoholowa, to coś innego niż picie dla przyjemności. Spotkałem kiedyś alkoholika, który bardzo chciał skończyć z nałogiem, odtruwano go i kilka razy próbował się powiesić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja miłość obudziła w niej miłość i tym samym wolę poradzenia sobie z tym chlaniem...

      Usuń
  4. Czy lepiej jest doznać miłości destruktywnej, czy nie doznać miłości wcale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo ważne pytanie. ale nie jest łatwo na nie odpowiedzieć, choć z pozoru odpowiedź jest prosta: Jeśli miłość prowadzi do destrukcji, to nie jest niczym dobrym i lepiej jej nie przeżywać. Wydaje mi się, że w miłości, o ile nie jest jedynie namiętnością, jest zawsze coś podnoszącego i sprawiającego, że chcemy lepiej i pełniej żyć. Istnieją jednak mechanizmy psychiczne, albo przyzwyczajenia, które sprawiają, że to dążenie napotyka na opór lub nawet zmienia się w destruktywną siłę. Istnieją też dość złowrogie mechanizmy społeczne, które potrafią zniszczyć każde uczucie...Kiedy poszedłem do profesora psychiatrii, starszej osoby, kobiety i spytałem jak sobie radzić z chorobą alkoholową partnerki, powiedziała: "Jest pan wyjątkowo wrażliwym i niezwykle zdolnym człowiekiem. Takich ludzi jest niewielu. Musi mieć pan świadomość swojej wyjątkowej roli. Jest pan też mężczyzną, a obowiązkiem mężczyzny jest iść własną drogą, spełniać swą życiową misję i obowiązki, rozwijać osobowość, wykonywać perfekcyjnie swój zawód i nie zaniedbywać twórczości. Pański altruizm jest chorobliwy i nie wiem, czy nie wymaga jakiegoś leczenia...Ona pana zniszczy!" Z perspektywy czasu trudno powiedzieć, że zniszczyła. Może tylko moja kariera akademicka nieco ucierpiała, ale i tak jako samotnik i cichy nonkonformista nie znalazłbym porozumienia z tym środowiskiem. Zresztą paradoksalnie w okresie, kiedy trwał ten związek, a ja sam połowę życia spędzałem w Londynie, napisałem swe najbardziej udane "naukowe" teksty. Ten wywiad pomija milczeniem rzeczy niezwykle drastyczne, ale jednak rozszerzające moje życiowe doświadczenie o głębokie współczucie dla ludzi i sprawiające, że inaczej patrzę na życie.

      Usuń
    2. Odpowiedziałem w sposób nieco osobisty. Ale myślę, że destruktywna lub nawet tylko nieszczęśliwa miłość (a szczęśliwa miłość niezwykle rzadko się zdarza, o czym mądrze pisała Szymborska) pozostawia po sobie nie tylko same rany...Ale może też uczynić nas trochę bogatszymi psychicznie i rozumiejącymi życie ludźmi.

      Usuń
    3. Tego jak się ostatecznie rozwinie najpiękniejsze uczucie często nie wiemy...

      Usuń
    4. Dziękuję.

      Usuń
    5. Starałem się jakoś odpowiedzieć, ale nie wiem, czy mi się udało :-)

      Usuń
    6. Udało się odpowiedzieć subtelnie :)
      W Twojej odpowiedzi padają pewne sformułowania, które trudno mi jest pozostawić bez komentarza. Nie dotyczą one jednak istoty postawionego pytania i nie są własną wypowiedzią Autora, dlatego nie rozwijam tego tematu.

      Usuń
    7. No tak...Ta Pani Profesor, u której byłem zresztą kilka razy, miała dość tradycyjny pogląd na życie i odgrywanie w nim męskiej roli. Ja się z nim wewnętrznie nie zgadzałem, o czym jej mówiłem, oddzielając jej troskę o mój los (zaangażowała się bardzo) od konserwatywnego światopoglądu. Ale ten pogląd jest głęboko zakorzeniony w kulturze (wysokiej, od czasów Greków i Wergiliusza co najmniej i w niskiej). Szkoda jednak, że psychiatra, mając przecież tak bogate doświadczenie zawodowe, stara się czasami coś narzucić, a nawet ingerować w życie innej osoby.

      Usuń
  5. Następny wywiad ja z Tobą przeprowadzę. Euterpe będzie się nazywać ta dziennikarka. Ale pytania będą dociekliwe i nawet taki Mistrz jak Ty będzie się zwijał żeby odpowiedzieć, ale nie odpowiedzieć 😀

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję, że uda Ci się ze mnie coś wycisnąć, chociaż może to być rzeczywiście trudne, zwłaszcza po latach, kiedy niewiele już ze mnie pozostało. 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostało pozostało...
      Dziennikarskie imadło dałoby radę, jednakowoż... Nezumi, co Ty robisz z kobietami... Nawet takie piranie zniewalasz❣️

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty